Decyduje cena? Nieprawda

Rynek estetyki lekarskiej wciąż dynamicznie się rozwija. Rośnie liczba wykonywanych zabiegów a także liczba gabinetów, które je oferują. – Kiedy dynamika rozwoju rynku spowolni, to placówki bez określonej strategii rozwoju oraz utrzymania pacjentów, nie zapewniające wysokich standardów obsługi i bezpieczeństwa, będą z niego wypadać. Na własne oczy widziałem ten proces w branży optycznej – mówi Robert Bitner, dyrektor zarządzający Galderma Polska, w rozmowie z „Rynkiem estetycznym”

Rynek estetyczny: – Galderma zleciła badania rynku zabiegów estetycznych z wykorzystaniem wypełniaczy i toksyny botulinowej. Skąd pomysł, żeby takie badania przeprowadzić?

Robert Bitner: – Jestem osobą nową w Galdermie i w branży estetycznej. Poszukuję informacji, które by mi pomogły w podejmowaniu decyzji. Mam świeże spojrzenie na ten obszar. Poza tym, gdziekolwiek pracowałem wcześniej, przywykłem do podejmowania decyzji nie tylko w oparciu o liczby, dane, ale przede wszystkim dzięki zrozumieniu potrzeb i oczekiwań pacjenta, czy też konsumenta. Nawiążę do moich ostatnich doświadczeń. Kiedy zajmowałem się np. chirurgią w okulistyce w segmencie prywatnym, to krytyczne było poznanie punktu widzenia pacjenta. Jakiekolwiek działania podejmowaliśmy, kluczowym pytaniem było: „czy to służy dobru pacjenta, czy tego właśnie poszukuje?”.

Kiedy przyszedłem do branży estetycznej, okazało się, że właściwie nikt nie jest w stanie odpowiedzieć w jasny sposób na to pytanie, ponieważ większość relacji odbywa się na poziomie: firma-lekarz. Stąd ten pomysł na uzyskanie danych na temat punktu widzenia pacjenta. Wyzwaniem było wybranie wiarygodnej firmy i też zdecydowanie się na znaczący wydatek, aby przeprowadzić badania na tak dużej grupie – prawie 2 tys. pacjentów. Naszym celem było, aby wyniki był obarczone jak najmniejszym błędem statystycznym.

– Tym bardziej doceniam to, że firma podzieliła się wynikami badań, upubliczniła je.

– Publikacja wyników badań zarówno do lekarzy jak i do pacjentów, jest działaniem mającym na celu zainspirowanie wszystkich do wprowadzenia zmian na rynku. Wyniki badań są istotne dla osób, które wykonują zabiegi. Uznaliśmy, że ich udostępnienie to nasz obowiązek. Poza tym leży to w naszym interesie, żeby jak najwięcej lekarzy, placówek wiedziało co jest dla pacjentów ważne i przy podejmowaniu decyzji rozważali punkt widzenia pacjenta.

Gdyby była organizacja zrzeszająca np. producentów preparatów estetycznych – wypełniaczy, toksyn – pewnie próbowalibyśmy podjąć taką inicjatywę, aby dostęp do badań miały też wszystkie podmioty na tym rynku. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnej struktury na bazie której, firmy mogłyby się swobodnie komunikować. (…)

Czytaj też: Milion chętnych na wypełniacze w Polsce

– Czy coś Pana zdziwiło lub szczególnie zaskoczyło w wynikach badań?

– Było kilka ciekawych kwestii. Może nie tyle mnie zdziwiły, co wydały mi się ważne. Po pierwsze dynamika rynku. Wszyscy czujemy, że rozwija się szybko. Badania potwierdzają jego wysoki potencjał.

Jeżeli popatrzymy na liczbę pacjentów, którzy poddali się zabiegowi w ostatnich 18 miesiącach, okazuje się, że jest ich około 350 tys. Co ciekawe aż 1 mln osób planuje zabieg w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Mamy spory odsetek populacji, akceptujący zabiegi z wypełniaczami i toksyną botulinową – około 22 proc. Na rynku od lat dostępne są dane firmy IMS dotyczące toksyny botulinowej. Z raportu IMS wiemy, iż rynek toksyny botulinowej w Polsce rośnie od około pięciu lat na poziomie powyżej 20 proc. rok do roku.

Oznacza to, że rynek wciąż bardzo szybko rośnie, ale w związku z tym nie jest zbyt wymagający dla nowych podmiotów, które się na nim pojawiają. Napływ nowych pacjentów jest tak duży, że nie jest jeszcze wymagane oferowanie pacjentom jakiejkolwiek wartości dodanej ponad sam zabieg. Mówię tutaj o wysokich standardach jakości medycznej, obsługi oraz komunikacji z pacjentem.

Dlatego rynek ten przyciąga dużo nowych graczy, którzy niekoniecznie są merytorycznie w pełni przygotowani. To jest dobry czas na to, żeby inwestować np. w swój gabinet i przygotować się na przyszłość. Ponieważ nadejdzie moment, kiedy dynamika nie będzie już tak wysoka. Z drugiej strony tak gwałtowny rozwój nie sprzyja uporządkowaniu rynku. Ten chaos może przynieść negatywne skutki nam wszystkim, w szczególności, kiedy rynek zacznie się już wysycać.

Co Pana zaciekawiło szczególnie, jeżeli chodzi o dane dotyczące pacjentów gabinetów estetycznych?

– Nie zdziwiło mnie, że na pierwszych dwóch miejscach wśród obaw pacjentów jest ból i powikłania. To całkiem intuicyjny rezultat. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że 75 proc. pacjentów chciałoby dostać pełną informację o zabiegu oraz chciałoby widzieć, jak specjalista w ich obecności otwiera oryginalny preparat, pokazując datę ważności….

Okładka magazynu „Rynek estetyczny” numer 1/I-III/2019

Chcesz wiedzieć więcej? Cały artykuł i wiele innych ciekawych tekstów nt. zabiegów medycyny estetycznej do przeczytania w numerze „Rynku estetycznego”

Zapraszamy do PRENUMERATY

lub do EMPIKu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jubileuszowe atrakcje kongresu SLDE

Już 8 marca rozpocznie się jubileuszowy XX Międzynarodowy Kongres Dermatologii Estetycznej i Medycyny Anti-Aging. - W tym roku mamy same ciekawe tematy. Program kongresu jest...

Zamknij