Kult opalenizny a ryzyko czerniaka

W ostatnich latach niektórzy lekarze obserwują obniżenie wieku, w którym pacjenci zaczynają zapadać na czerniaka złośliwego. Może to być pokłosie panującego przez lata przekonania, że tylko opalone ciało jest atrakcyjne a także, że wszelkim kosztem należy tę opaleniznę zdobyć. O ryzyku, jakie ponosimy, eksponując się na promienie słoneczne, mówią specjaliści

Coraz więcej specjalistów ostrzega: uważajmy na słońce, bo można z niego korzystać, ale mądrze i z umiarem. Czyli na pewno nie tak, jak w latach 80-tych i 90-tych.

– Niepodzielnie panował wtedy kult opalenizny. W tamtych latach, kiedy wróciło się z wakacji bez opalenizny, to tak, jakby wakacje się nie udały, albo nie odbyły! „Smażenie się” na potęgę zbiera teraz swoje żniwo, niekiedy nawet u trzydziestolatków – uświadamia doktor Kamila Białek-Galas, dermatolog z krakowskiego centrum medycznego Sublimed.

Promieniowanie słoneczne

Stając przed półką z kosmetykami z filtrem można poczuć się – delikatnie mówiąc – zagubionym. Dlatego warto uporządkować informacje na temat rodzajów promieniowania ultrafioletowego.

Składa się ono z trzech typów pasm. Pierwsze to UVA, które stanowi aż 95% promieniowania UV i jest zarazem główną przyczyną fotostarzenia skóry. Promieniowanie to uszkadza włókna kolagenowe. Przenika przez szkło, dlatego może wywoływać wpływ na osoby przebywające w pomieszczeniach lub w samochodzie. Może powodować zaćmę i zmętnienie soczewki. Powoduje powstawanie natychmiastowej opalenizny – wyjaśnia Kamila Białek-Galas.

Jak tłumaczy drugi typ to promieniowanie UVB, odpowiedzialne za powstawanie oparzeń słonecznych. Nie przechodzi przez szkło, natomiast przenika przez wodę, dlatego możliwe jest poparzenie nawet w trakcie kąpieli. To, że jesteśmy „przykryci” wodą, nie ma w tym wypadku żadnego znaczenia.

Po ustąpieniu rumienia, wskutek działania promieniowania UVB, powstaje – dla większości nadal mile widziana – opalenizna. Zapominamy o tym, że jej ciemną stroną jest uszkodzenie DNA komórek skóry, co może prowadzić do powstawania nowotworów.

Specjalistka z Sublimed mówi też o rzadziej omawianym promieniowaniu UVC, które jest wychwytywane przez warstwę ozonową atmosfery. – Nie dociera ono do ziemi, jednak w przyszłości, gdy dziura ozonowa się powiększy, zacznie mieć znaczenie biologiczne – ostrzega lekarka: – Podrażnia spojówki i może uszkodzić wzrok. Ponadto wykazuje działanie toksyczne dla komórek, co znalazło zastosowanie m.in. w produkcji lamp bakteriobójczych – opowiada.

Konsekwencje odroczone w czasie

W minionych dekadach – choć nawet dziś można znaleźć wyznawców takiego podejścia – nakłaniano dzieci do wystawienia się na słońce, by nie „straszyły” bladością skóry. Świadomość konsekwencji była jednak wielokrotnie mniejsza, niż dziś. Jakich konsekwencji?

Późnym efektem nadmiernej ekspozycji na działanie promieniowania ultrafioletowego może być rozwój zmian przednowotworowych oraz nowotworów złośliwych skóry, takich jak rak podstawnokomórkowy, kolczystkomórkowy czy czerniak złośliwy – ostrzega dermatolog.

– Efekty te są związane z uszkadzającym DNA działaniem wspomnianego promieniowania UVB oraz, w mniejszym stopniu, promieniowaniem UVA – tłumaczy Kamila Białek-Galas.

„Cichy zabójca” – prawda czy przesada?

Czerniak uznawany jest za jeden z najgroźniejszych nowotworów. Winne temu są m.in. dwa sposoby występowania przerzutów: drogą naczyń krwionośnych oraz drogą naczyń limfatycznych. Sprawia to, że możliwe jest stosunkowo szybkie postępowanie tego nowotworu.

Innym powodem tak groźnego charakteru czerniaka są odroczone w czasie dolegliwości, a więc to, że pacjenci zgłaszają się do lekarza, gdy czerniak osiąga już stadium zaawansowane. Pokutuje wyobrażenie, że musi być to duży czarny “pieprzyk”, ale niekoniecznie tak jest. Często rozwija się on „de novo”, czyli w obrębie skóry niezmienionej. Szacuje się, że 70% czerniaków rozwija się poza skórą zmienioną, tylko 30% w obrębie znamion barwnikowych.

Najmniejszy zdiagnozowany przeze mnie czerniak miał zaledwie 1 milimetr – zauważa dermatolog. Według niej należy zwracać uwagę na wszystkie zmiany pigmentacyjne w obrębie naszego ciała i kontrolować całą skórę. – To wciąż zaniedbywana czynność, którą powinno się regularnie wykonywać samemu w domu. Samobadanie trwa tylko kilka minut i wymaga jedynie dobrego oświetlenia i lustra – apeluje lekarka.

Co powinno nas zaniepokoić?

Według reguły “ABCDE” (ang. Asymetry, Boarders, Colour, Diameter, Evolution) należy zwracać szczególną uwagę na wszystkie znamiona, które cechuje: asymetria, nieregularne, poszarpane granice, posiadają więcej niż jeden kolor, ich średnica uległa powiększeniu (szczególnie zwracamy uwagę na zmiany skórne, które mają średnicę powyżej 6 mm).

Pojawienie się zmiany w obrębie znamienia, np. wypukłości, zmiany kształtu czy wystąpienie stanu zapalnego w jego okolicy powinny stanowić sygnał, że koniecznie trzeba je przebadać w gabinecie dermatologa. Ma on sprzęt (taki jak videodermatoskop) i wiedzę pomagającą w pełnej diagnozie znamion, zaburzeń  pigmentacyjnych i innych niepokojących zmian skórnych.

U zdrowej osoby takie badanie powinno wykonywać się raz do roku. Ale co, jeżeli po badaniu okaże się, że zmiana jest podejrzana?

Znamiona do usunięcia

Znamiona, które najczęściej kwalifikujemy do wycięcia to te, które zmieniły swój charakter, czyli np. zaczęły pacjenta swędzieć, powiększyły się, pojawiło się na nich owrzodzenie, przykładowo pokryte strupem – tłumaczy chirurg z Sublimed Marta Kołodziej-Rzepa. – Choć wcale nie jest to konieczne – zstrzega.

Jak dodaje usuwane są również te zmiany skórne, które lekarz dermatolog obejrzał podczas badania dermatoskopowego lub videodermatoskopowego i uznał je za „podejrzane”-atypowe lub też stwierdził, że jest to czerniak. – Inną sytuacją, gdy powinniśmy znamię usunąć, jest zaniepokojenie pacjenta odnośnie konkretnej zmiany i gdy wiemy, że w rodzinie wystąpił czerniak – mówi.

Usunięcie chirurgiczne jest właściwie jedynym sposobem na eliminację czerniaka. – W pierwszej kolejności usuwamy zmianę w całości, z minimalnym marginesem, czyli wykonujemy tzw. biopsję wycinającą – wyjaśnia  doktor Marta Kołodziej-Rzepa. – Jeżeli w badaniu histopatologicznym potwierdzi się, że jest to czerniak, w zależności od stopnia zaawansowania docinamy bliznę, poszerzamy marginesy oraz wykonujemy biopsję węzła wartowniczego – dodaje.

Jak tłumaczy jeżeli dochodzi do rozsiewu czerniaka, włączane jest leczenie uzupełniające, farmakologiczne, zlecone przez lekarza onkologa. Istotną cechą jest głębokość nacieku. To od niego uzależniony jest margines, z jakim wycinana jest zmiana.

Kto jest w grupie ryzyka

Jakie są grupy najmocniej narażone na zachorowanie? To pacjenci, którzy przebyli poparzenie słoneczne w ciągu swojego życia. Następnie wspominani wcześniej pacjenci, u których w rodzinie występował czerniak lub sami mieli go już w przeszłości. Inna grupa to osoby, które mają dużo znamion barwnikowych.

Szacuje się, że jeżeli pacjent ma ponad 50 znamion, to ryzyko zachorowania jest większe. Jasny fototyp skóry: pierwszy lub drugi – charakterystyczny dla rasy kaukaskiej, czyli najbardziej popularnej w naszym kraju – to kolejna ewidentna cecha, która powinna skutecznie uczulić nas na bezmyślne opalanie.

Włosy blond, jasne oczy, skóra po ekspozycji na słońce nie nabiera brązowego odcienia, a zaczerwienia się? Wtedy szczególnie konieczna jest zdecydowana ochrona przeciwsłoneczna.

Źródło: Sublimed

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pacjenci szukają ratunku dla włosów

Z danych International Society of Hair Restoration Surgery (ISHRS) wynika, że popularność i liczba wykonywanych zabiegów związanych z przywracaniem owłosienia szybko rośnie i to zarówno...

Zamknij