Szara strefa medycyny estetycznej, czyli wstrzykiwanie u fryzjera

Zdaniem Kingi Nicer – dermatolog, wiceprezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych – rosnąca „szara strefa” w medycynie estetycznej przyczynia się do wzrostu liczby poważnych powikłań. – Chcemy łączyć swoje siły ze środowiskiem lekarzy medycyny estetycznej w tej sprawie – mówi w rozmowie z portalem rynekestetyczny.pl

Rynek Estetyczny: – Zwracała Pani uwagę na to, że w Polsce funkcjonuje stosunkowo duża tzw. „szara strefa”, dotyczącą zabiegów estetycznych. Na czym to zjawisko polega?

Kinga Nicer: – Problematyczna jest kwestia wykonywania zabiegów z zakresu estetyki lekarskiej przez osoby niepowołane, czyli kosmetyczki, kosmetologów, pielęgniarki i trudno powiedzieć kogo jeszcze. Nie jest tajemnicą, że obecnie w większości gabinetów kosmetycznych odbywają się iniekcje z kwasu hialuronowego, czy toksyny botulinowej. To jest niepokojące zjawisko.

Poza tym odbywa się wiele szybkich szkoleń, z zakresu iniekcji, które nie gwarantują odpowiednich kompetencji. Co więcej niektóre szkolenia są prowadzone nawet nie przez lekarzy, ale również przez kosmetyczki. Moim zdaniem osoby bez odpowiedniego przygotowania, nawet po szkoleniach, nie mają prawa do wykonywania takich zabiegów, jak iniekcje.

– A jaka jest sytuacja prawna w tym zakresie?

– Regulacje prawne niestety nie są oczywiste. Mówi się o przerywaniu ciągłości skóry i wydawałoby się, że również pielęgniarka, bez nadzoru lekarza nie powinna wykonywać iniekcji. Teoretycznie robi to na zlecenie lekarza oraz w obecności lekarza. Natomiast w rzeczywistości bywa inaczej. Jednak pewne jest, że np. kosmetyczki nie mają prawa wstrzykiwania czegokolwiek klientom.

– Pani dr Ewa Kaniowska, wiceprezes SLDE, wspominała jednak, że obecnie czasami nawet u fryzjera można skorzystać z tego typu zabiegów….

– To niekorzystne zjawisko staje się niestety bardzo powszechne. Zdajemy sobie z tego sprawę. Pracujemy w różnych miastach i często widzimy naprawdę piękne gabinety kosmetyczne, ładnie urządzone. To nie zmienia jednak faktu, że nie mają prawa do wykonywania zabiegów z zakresu estetyku lekarskiej. To są gabinety kosmetyczne nie lekarskie, a tym bardziej nie zabiegowe.

Trzeba dodać, że lekarz ma prawo wykonywać zabiegi, jednak w oficjalnym gabinecie lekarskim, w którym zarejestrowany jest również gabinet zabiegowy.

– Ta tzw. „szara strefa” w przypadku zabiegów estetycznych nie dotyczy tylko ludzi spoza środowiska medycznego, dotyczy także lekarzy?

Zgadza się. Chodzi np. o lekarzy, którzy jeżdżą z przysłowiową teczuszką do zaprzyjaźnionych gabinetów kosmetycznych i wykonują zabiegi medyczne. Oczywiście, wszystko to odbywa się bez szyldu, przecież nie ma tam zarejestrowanych gabinetów lekarskich.

Pacjent na ogół nawet nie zna nazwiska lekarza, który wykonywał iniekcję. Często w takich sytuacjach pacjenci nie wiedzą, czy w ogóle mieli do czynienia z lekarzem. Nie zakładana jest historia choroby, nie zbierany jest wywiad lekarski, nie ma świadomej zgody pacjenta na wykonywanie zabiegów. Bardzo często pacjent nie ma pojęcia, co tak na prawdę mu wstrzyknięto.

– Jak rozumiem z jednej strony brakuje wiedzy o tym, jak wygląda sytuacja prawna medycyny estetycznej, a z drugiej strony nie ma również jasnych uregulowań…

– Jako Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych podejmujemy kroki w tej sprawie. Chcemy łączyć swoje siły ze środowiskiem lekarzy medycyny estetycznej. Chodzi o to, żeby uregulowania były jasne i oczywiste.

– Czy planują Państwo lobbing w Sejmie albo udział w parlamentarnej Komisji Zdrowia?

– Tak, jesteśmy już po kuluarowych rozmowach z kilkoma posłami. Mamy takie plany i będziemy je realizować. Spotkań będzie więcej.

Bardzo prosimy również o pomoc i wsparcie kolegów lekarzy. Chodzi m. in. o to, żeby zgłaszali do SLDE przypadki, kiedy osoby niepowołane wykonują zabiegi estetyczne, bądź przypadki pacjentów z powikłaniami po zabiegach w podejrzanych miejscach. Można to zgłaszać do nas listownie lub drogą mailową.

– Wspominała Pani, że w ramach walki z niewiedzą także wśród lekarzy, stowarzyszenie wyszło z inicjatywą dwuletnich studiów?

– Zorganizowaliśmy przy SLDE Międzynarodowe Centrum Edukacji. Jest to dwuletni program, który ma na celu szkolenie lekarzy w dziedzinie dermatologii i medycyny estetycznej. Jest to swego rodzaju kształcenie podyplomowe.

– Jest wiele krótkich kursów na rynku. Ile tak naprawdę potrzeba czasu, żeby nauczyć się wykonywania zawodu?

– Praktycznie całe życie. Powtarzamy naszym studentom, że dwa lata szkoleń, które obejmują różnorodne zagadnienia, od anatomii po wykonywanie zabiegów, to jest dopiero początek.

Całe życie się uczymy. Po to organizowane są kongresy i spotkania, żeby na bieżąco wymieniać się wiedzą oraz doświadczaniem. Co niezwykle istotne dzielimy się również informacjami na temat powikłań, które nieuchronnie się zdarzają. Chodzi o to, żeby ich unikać oraz umieć je leczyć.

– Czy SLDE obserwuje zwiększenie się liczby powikłań w naszym kraju, chociażby w związku z rozwojem tej „szarej strefy”, o której Pani wspominała?

– Myślę, że bezwzględnie właśnie dlatego jest powikłań więcej i dodatkowo mają one coraz większy ciężar gatunkowy. Chodzi o to, że spotykamy się z coraz cięższymi komplikacjami.

Wynika to prawdopodobnie z faktu, że zabiegi wykonywane są przez osoby do tego niepowołane, niewykwalifikowane, na dodatek przy użyciu preparatów niewiadomego pochodzenia.

Dziękuję za rozmowę

 

Źródło: Rynek Estetyczny

5 Responses to Szara strefa medycyny estetycznej, czyli wstrzykiwanie u fryzjera

  1. malami napisał(a):

    swoim skromnym zdaniem uazam, ze wokol iniekcji estetycznych lobby lekarskie tworzy otoczke magii i wiedzy ponadprzyrodzonej podczas kiedy juz chodzi o podanie szczepionki, sterydu czy antybiotyku- jest to na tyle proste, ze moze byc wykonane przez pielegniarke, a ze pamietam czasy, kiedy pielegniarki konczyly szkoly policealne to wcale do tego nie potrzeboaly wyksztalcenia wyzsego…. Hm… confused- czy to chodzi o kwalifikacje czy monopol na PLN?? Z Klientow- pacjentow robi sie nagle osoby ubezwlasnowolnione, nie uzywajace mozgu i rozumu do dokonywania wyborow.

  2. Kosmetolog napisał(a):

    Ludzie, Wy chyba poszaleliście!!! Po pierwsze, jakie wstrzykiwania u fryzjera? Nie dorabiajcie już sobie teorii! Nikt normalny nie chodzi na takie zabiegi do salonów stricte upiększających. Przecież wszyscy wiemy, że mezoterapia to tajemna sztuka znana tylko wybranym, wymagająca nadprzyrodzonych umiejętności 😉
    Po drugie, widzę że zaczyna się sra…nie we własne gniazdo – skoro LEKARZ dojeżdżający na żądanie do pacjenta do gabinetu jest już passe, to ja nie wiem czego Wy chcecie. Żeby każdy miał własną klinikę z ogromnym neonem? Jestem kosmetologiem, współpracuję z bardzo dobrym chirurgiem, który – tak – dojeżdża do nas ze swoją teczuszką! Może i jesteśmy maluczcy dla takich osobistości jak p. Nicer, ale… nie narzekamy! Zeszyt z zapisami zarówno do mnie, jak i do pana doktora pęka w szwach 🙂 weźcie się do roboty nieudolne lekarzyny i spuśćcie z tonu oraz z cen, a wnet znajdą się pacjenci, którymi będziecie musieli się zająć zamiast czepiać się wszystkich wookoło!

  3. kosmetolog napisał(a):

    Jakie iniekcje u fryzjera? Środowisko lekarzy zaczęło szaleć jeżeli chcecie zakazu iniekcji bo to przerwanie ciągłości tkanki to proszę zabrać sobie wszystkie tego rodzaju zabiegi łącznie z przekłuwaniem uszu, oczyszczaniem manualnym czy regulacją brwi- to wszystko prowadzi do przerwania ciągłości tkanki a nie tylko te najdroższe zabiegi kwas hialuronowy to nie lek tylko substancja upiększająca t takie zabiegi leżą wlasnie w naszej edukacji kosmetologów poza tym nie uważam żeby moje 5 lat studiów było gorsze od studiów medycznych skoro nasz kierunek jest paramedyczny to chcemy aby nasz zawód nie „wisiał w powietrzu” tylko został zarejestrowany jako paramedyczny. Każdy studiuje swój kierunek więc niech zajmie się swoją pracą a nie odbieraniem nam uprawnień! Czy ktoś widział kosmetologa po alkoholu w pracy? Albo na 3 etatach jednocześnie? Nie my traktujemy każdego pacjenta/klienta indywidualnie a nie tak jak lekarze rutynowo poza tym błędy lekarskie są dużo częstsze tylko o tym sie nie mówi bo jak lekarz to on święty jest a nas kosmetologów dalej nie traktuje się poważnie tylko najlepiej do brudnej roboty tam brwi robić i paznokcie bo przecież co my możemy potrafić po 5 latach studiów paramedycznych?!

  4. anna napisał(a):

    Dokładnie, zgadzam się z Wami!!! Jestem kosmetologiem i wykonuję mezoterapię oraz wypełniacze. To żadna filozofia, więc nie rozumiem skąd obawy;) W salonach fryzjerskich się tego nie wykonuje, lekarze zbyt mocno kolorują swoje spostrzeżenia! Jak lekarze przeprowadzają zabiegi?? Nawet nie robią demakijażu! bo? nie mają czym i szkoda im czasu! a czepiają się nas, osób które podchodzą do zabiegu dużo poważniej niż oni sami.. Kiedy nie wykonują demakijażu to chyba nawet nie zastanawiają się jak to się może skończyć – zakażenia itp. Osobiście wolałabym skorzystałabym z zabiegu u kosmetologa. Rozmawiałam z pewnym lekarzem i on dziwi się dlaczego toczy się ten konflikt i dlaczego dąży się do tego, aby zakazać wykonywania zabiegów kosmetyczkom i kosmetologom. Powiedział też, że rynek jest na tyle szeroki, że wystarczy dla wszystkich:) a reszta? nie ma o czym mówić. Oczywiście chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze:) Zawsze im mało!

  5. zuzia napisał(a):

    KOSMETYCZKI WYKONUJA ZABIEGI ZAREZERWOWANE DLA LEKARZY – SPRAWA W PROKURATURZE.
    Szczegóły Kategoria: Aktualności

    Prokuratura Poznań Grunwald prowadzi postępowanie w sprawie kosmetyczki ze Smochowic, która wykonywała zabiegi zarezerwowane dla lekarzy. M.in. wstrzykiwała swoim klientkom botoks, wypełniała zmarszczki kwasem hialuronowym, usuwała brodawki.

    Waldemar Jankowiak, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anty-Aging, który w imieniu Towarzystwa zawiadamia o takich przypadkach prokuraturę, twierdzi, że to obecnie prawdziwa plaga. Doszło nawet do tego, że w jednym z gabinetów (w Suchym Lesie) oprócz samych zabiegów odbywały się także prowadzone przez kosmetyczki szkolenia z wykonywania tych zabiegów dla koleżanek po fachu – informuje Głos Wielkopolski.

    Sława Połczyńska-Godek, prodziekan Wydziału Kosmetologii i Nauk Edukacyjnych w poznańskiej Wyższej Szkole Zdrowia, Urody i Edukacji, podkreśla, że zabiegi mogą wykonywać wyłącznie lekarze, słuchaczki szkoły nie mają ich zatem w programie. Ponadto, zgodnie z polskim prawem kosmetyczki i kosmetolodzy nie mogą legalnie kupić na przykład toksyny botulinowej stosowanej we wspomnianych zabiegach. Zdobywając ją popełniają zatem kolejne przestępstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pacjentka ze Szwecji w śpiączce: Szpital wypłaci rentę przed końcem rozprawy

Rentę w wysokości około 12,5 tys. zł miesięcznie ma wypłacać Pomorskie Centrum Traumatologii (PCT) pacjentce ze Szwecji już w trakcie trwania procesu o odszkodowanie -...

Zamknij