Wyzwolenie ze stereotypu „matki Polki”

Z doktor Barbarą Walkiewicz-Cyrańską rozmawiamy w jej gabinecie, w Viva-Derm w Warszawie niedługo przed jubileuszowym XX Międzynarodowym Kongresem Dermatologii Estetycznej i Medycyny Anti-Aging, który rozpocznie się już 8 marca. – Kobiety wreszcie przyznały sobie prawo do dbania o siebie – mówi nam prezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych (SLDE)

Rynek estetyczny: – Zbliża się bardzo ważne dla branży wydarzenie, jubileuszowy kongres organizowany od wielu lat przez Stowarzyszenie Lekarzy Dermatologów Estetycznych. To trochę taki czas podsumowań. Co Pani zdaniem zmieniło się najbardziej jeżeli chodzi o dermatologię estetyczną na przestrzeni lat?

Barbara Walkiewicz-Cyrańska: – Wydaje mi się, że zmieniła się świadomość pacjentek. Większość kobiet w naszym kraju wychowano w historycznym stereotypie „matki Polki”. Oznacza to przeświadczenie, że to co robimy dla siebie jest egoistyczne, wstydliwe a upiększanie się, wykonywanie zabiegów pielęgnujących zarezerwowane jest dla aktorek, celebrytek, kobiet próżnych.

To się zmieniło. Widać wyraźnie, że w ciągu tych 20 lat kobiety wreszcie przyznały sobie prawo do dbania o siebie. Nastąpiło to w parze z ogromnymi zmianami społecznymi, ekonomicznymi, których byliśmy świadkami, choć być może nie ostatnio. Wiele kobiet uznało, że może w sposób otwarty mówić o swoich potrzebach, a przede wszystkim korzystać z możliwości, które oferuje im dermatologia estetyczna.

Myślałam, że to zjawisko jest szersze i trochę zaskoczyła mnie stosunkowo niewielka grupa 2,3 proc. społeczeństwa, czyli około 600 tys. osób, które poddały się zabiegom estetycznym. Jednak jest to grupa wciąż rosnąca. Niewątpliwie więcej takich osób jest w większych miastach i na ogół są to osoby wykształcone.

– Tak wynika z najnowszych badań rynkowych, o których pisaliśmy w ostatnim numerze „Rynku estetycznego”, które uchyliły rąbka tajemnicy, kim są pacjenci…

– My to obserwujemy na co dzień w gabinetach. To na ogół są niezależne kobiety, które stoją finansowo na własnych nogach. Nie sprawdzają się stereotypy, że kobiety robią zabiegi dla mężczyzn, czy np. są samotne i chcą lepiej wyglądać. Robią to na ogół po prostu dla siebie. Traktują to podobnie, jak swoją aktywność sportową, jak zdrowe odżywianie, jak dbanie o relacje z przyjaciółmi.

– Coś Panią zaskoczyło w badaniach rynkowych?

– Co mnie zaskoczyło in minus to, że część zabiegów z zasady medycznych jest wykonywana przez osoby, które nie mają do tego przygotowania zawodowego. Mam na myśli niekontrolowane rozrastanie się rynku usług kosmetycznych.

– Z badań przeprowadzonych wśród pacjentów wynika, że z jednej strony kobiety dużą wagę przykładają do bezpieczeństwa a z drugiej strony jest około 40 proc. osób, które korzystają z zabiegów toksyny botulinowej i kwasu hialuronowego w gabinetach kosmetycznych.

– To jest zdumiewający wynik. Jednak gdyby się głębiej zastanowić, jest to zjawisko zrozumiałe. Znów ma to związek z polską historią. Przez lata socjalizmu wolnym zawodem był zawód kosmetyczki. Kobiety były wychowywane w przeświadczeniu, że na zabiegi estetyczne idziemy do kosmetyczki. Przykładowo kiedy mieliśmy do czynienia z trądzikiem, to szło się na tzw. oczyszczanie do kosmetyczki. Przed wielką imprezą kosmetyczka nakładała maseczkę.

W momencie, kiedy pojawiły się estetyczne zabiegi medyczne, nawet środowiska lekarskie mówiły, że są to procedury łatwe, nie wymagają rekonwalescencji, że nic złego się nie dzieje. Wydaje się, że w świadomości nastąpiło przesunięcie granicy ostrożności i medyczne procedury zostały w głowach zrównane z wykonaniem maseczki.

Za tym podążyła duża rynkowa aktywność środowiska kosmetycznego oraz wynikające z uwarunkowań historycznych dobre relacje z potencjalnymi klientkami. Na dodatek znaleźli się lekarze, którzy nie do końca zgodnie z prawem zaczęli kształcić kosmetyczki z zakresu zabiegów medycznych.

– Robert Bitner, prezes firmy Galderma, która zleciła badania rynku medycyny estetycznej i udostępniła ich wyniki, zwracał uwagę, że ważny jest w tym kontekście profesjonalizm lekarzy. Gabinety lekarskie powinny się różnić od salonów kosmetycznych podejściem do pacjenta. Zresztą SLDE od lat nawołuje do zachowywania standardów lekarskich.

–  Jako stowarzyszenie zawsze podkreślaliśmy medyczny charakter zabiegów. Często zwracaliśmy i wciąż zwracamy uwagę na podstawy takie jak: założenie karty pacjenta, wykonanie dokumentacji fotograficznej, zebranie wywiadu lekarskiego, zapewnienie aseptycznych warunków, wydanie zaleceń po zabiegu, ustalenie wizyty kontrolnej.

Lekarze, którzy zajęli się dermatologią estetyczną wiele lat temu, kiedy nie była tak popularna, od początku traktowali tą dziedzinę niezwykle profesjonalnie. Podchodzili do tego, jak do każdej innej dziedziny medycyny.

Wraz z rozwojem estetyki lekarskiej, pojawiły się osoby, które uznały, że zamiast się kształcić, mogą zrobić trzy kursy i zarabiać pieniądze lekko, łatwo i przyjemnie. Zdecydowanie ucierpiało na tym podejście etyczne i medyczne. Ta sytuacja natomiast wpływa w sposób negatywny na całą branżę.

– W ostatnim czasie powstają już formalne standardy wykonywania zabiegów z zakresu estetyki lekarskiej. Jednym z takich dokumentów – piszemy o nim w tym numerze – jest m. in. oficjalna norma europejska, dotycząca medycyny estetycznej, która pod koniec 2018 r. została przyjęta przez Polski Komitet Normalizacyjny. Czy ten trend wpłynie na kierunek rozwoju polskiego rynku?

– Tak myślę. Widać, że w tym kierunku zmierza cywilizowany świat, w tym kierunku zmierza Europa. Rynek się profesjonalizuje. Proszę zwrócić uwagę, że 20 lat temu działały na nim głównie firmy dermokosmetyczne, był jeden wypełniacz w postaci Restylane, jedna toksyna botulinowa – Botox i trzy lasery na krzyż.

W pewnym momencie pojawiło się bardzo wiele wypełniaczy, jednak często nieznanego pochodzenia. Pokazy odbywały się w dziwnych salach, lekarze wykonywali zabiegi szkoleniowe bez fartuchów. Teraz to już odchodzi do przeszłości. Rośnie świadomość zagrożeń, jakość oraz dbałość o higienę i aseptykę. Co więcej, dermatologia estetyczna coraz bardziej przesuwa się z jednej strony w kierunku zabiegów małoinwazyjnych, ale z drugiej stricte medycznych.

W całym niezwykle rozwojowym dziale biostymulacyjnym, związanym z podawaniem komórek autologicznych, konieczne jest przestrzeganie zasad pozyskiwania i podawania preparatów, przynależnych naprawdę zaawansowanej medycynie. W takim kierunku idziemy. Do tego typu procedur muszą być dostosowane standardy naszych gabinetów.

Liczę na to, że w Polsce dojdzie do prawnego uporządkowania sfery estetki lekarskiej i zostanie wyraźnie wyznaczona granica, definiująca kto w ogóle może sięgnąć po strzykawkę z kwasem hialuronowym, czy toksyną botulinową.

Dziękuję za rozmowę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
FAME: II edycja Akademii Medycyny Estetycznej

Zgodnie z zapowiedzią Fenice i Europejskiego Centrum Szkoleniowego Anti-Aging Akademia Medycyny Estetycznej FAME staje się naukowym spotkaniem cyklicznym. W 2019 roku FAME odbędzie się 13...

Zamknij