Najbardziej by nam pasowało, gdyby istniała jakaś tabletka na starzenie, która odwraca wszystkie procesy zapalne w organizmie, wszystkie uszkodzenia – zauważa doktor Aleksandra Jagielska w wywiadzie z “Rynkiem estetycznym”. – Longevity ma charakter interdyscyplinarny i jest dziedziną bardzo złożoną – tłumaczy.
Rynek estetyczny: – Mniej więcej rok temu rozmawialiśmy o „longevity” i wówczas ten trend był przyjmowany z dużym entuzjazmem. Czy po roku coś się zmieniło?
Doktor Aleksandra Jagielska: – Z mojego punktu widzenia zmieniła się przede wszystkim jedna kwestia. To pojęcie się bardzo skomercjalizowało. Widzę, że jest w wielu przypadkach nadużywane.
Pojęcie „longevity” zawsze musimy rozpatrywać w kontekście długiego , zdrowego życia w dobrej formie. To jest podstawa.

Czyli my powinniśmy się skupiać na procesach naprawczych obejmujących cały organizm człowieka oraz na wyciąganiu wniosków choćby z coraz liczniejszych publikacji naukowych na ten temat. Powstało już sporo badań na ten temat, prowadzonych przez lata na dużych grupach. Należą do nich badania retrospektywne, a także analizy dotyczące stulatków z “blue zones”. Posiadamy już całkiem dobre podstawy do tego, żeby wiedzieć, co może być określone jako medycyna długowieczności a co nie.
Dlaczego uważa Pani doktor, że pojęcie „longevity” jest nadużywane?
Teraz jest to pojęcie nośne marketingowo. Podam przykład. Na jednym z kongresów międzynarodowych, ktoś podchodzi do mnie i mówi:
“Pani Doktor, na pewno Pani nic nie wie o naszej najnowszej terapii longevity”.
Po chwili dowiaduję się o możliwości zastosowanie polideoksyrybonukleotydu do regeneracji skóry. Ja jestem doświadczonym lekarzem i wiem, że tego typu zabiegi robiono już 20 lat temu. Oznacza to, że dokonuje się rebrandingu niektórych produktów – oczywiście nie mówię, że to są złe rozwiązania. Dochodzi jednak do pomieszania pojęć.
Pojęcie “medycyna estetyczna” przez pewne niedociągnięcia, związane z dynamicznym wybuchem tego rynku w Polsce i na świecie nieco straciło na atrakcyjności. Pokazywano w mediach społecznościowych różne kontrowersyjne wpadki, dziwne twarze, powikłania, co podnosiło zasięgi postów i rolek. W szerokim odbiorze społecznym np. wciąż toksyną botulinową wypełnia się usta.
Zmierzam do tego, że pojęcie „medycyna estetyczna” trochę się zdeprecjonowało, ponieważ utożsamiane jest przez wiele osób z przerysowanymi efektami i przesadzonymi zabiegami. Nie odnosicie takiego wrażenia?
Rzeczywiście na wizerunku “medycyny estetycznej” pojawiło się sporo rys…
A przecież ja zostałam dermatologiem dlatego, że interesowałam się już w czasach studenckich potencjałem regeneracyjnym komórek. Sprawdzałam w której specjalizacji będę mogła pochylić się nad tym tematem…
Cały wywiad do przeczytania w e-wydaniu “Rynku estetycznego“
Chcesz wiedzieć więcej?
Ten i wiele innych ciekawych artykułów nt. medycyny estetycznej do przeczytania w numerze „Rynku estetycznego”.
Prenumeratorów zapraszamy do korzystania z e-WYDANIA