Psychodermatologia – estetyka siedzi w głowie

Nie wyobrażam sobie leczenia chorób skóry, czy proponowania zabiegów estetycznych bez zajęcia się psychiką pacjenta – mówi w rozmowie z portalem rynekestetyczny.pl dermatolog, dr Ewa Kaniowska, wiceprezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych i dodaje, że cierpienia kobiety z zarostem mogą być porównywalne do psychicznego stanu osoby chorej na nowotwór.

Rynek Estetyczny: – Hasło psychodermatologia jest ciekawe, ale co tak naprawdę się za nim kryje?

Ewa Kaniowska: – Psychodermatologia dla mnie istniała od zawsze. Nie wyobrażam sobie leczenia chorób skóry, czy proponowania zabiegów estetycznych bez zajęcia się psychiką pacjenta. Dermatologia wymaga od każdego lekarza zwrócenia uwagi również na sferę psychiczną.

Choroby skóry to są schorzenia, które widać. Są to przypadłości, powodujące specyficzne problemy, których na ogół nie spotykamy w innych dziedzinach medycyny. Można przecież mieć poważny problem zdrowotny, jednak na zewnątrz okazywać zupełnie coś innego.

Tymczasem to często niemożliwe w przypadku osób z chorobami dermatologicznymi. Bywa, że spotykają się one z odsunięciem, czy nawet odrazą.

Takie zachowania były częstsze kiedyś, ponieważ dzisiaj, dzięki mediom i Internetowi, mamy większą świadomość w społeczeństwie. Ludzie lepiej wiedzą co to jest np. łuszczyca, że nie można się nią zarazić.

Jest mnóstwo chorób skóry, które nie są zakaźne. Jednak wielu pacjentów ciągle musi znosić niechętne spojrzenia.

– Odbiór społeczny defektów skórnych się zmienił?

– Odbiór społeczny się zmienił, jednak my lekarze zawsze spotykaliśmy się z tym problemem. Widziałam jaki problem potrafi sprawić pacjentom np. łuszczyca. Jeden z nich, gdy miał wysiew choroby, nigdy nie chodził po domu rozebrany, zamykał się w pokoju, smarował się lekami a jego dzieci nigdy nie widziały go z łuszczycą. To jest koszmar, który trudno sobie wyobrazić.

Byłam szczęśliwa, gdy mogłam poświecić czas takiej rodzinie, szczególnie, gdy żona miała pretensje do męża o to, że przy znajomych założył bluzkę z krótkim rękawem. Trzeba poświęcić mnóstwo czasu na edukację, żeby uświadomić, że np. stres potrafi być czynnikiem uaktywniającym łuszczycę.

Zawsze moim celem było także to, żeby pacjent po wizycie w moim gabinecie nie czuł się zestresowany, że ma chorobę skóry. Co więcej, uczyłam ich jak sobie radzić z tą sytuacją. To jest właśnie psychodermatologia na co dzień.

– Czy psychodermatologia jest ujęta w jakieś ramy, ma swoją definicję?

– Obecnie wiele rzeczy się zmieniło w porównaniu z sytuacją np. sprzed dziesięciu lat. Weźmy przykładowo podejście do depresji. Aktualnie mówimy o tym o wiele bardziej otwarcie, jako o chorobie, którą się leczy. Zmienia się też nastawienie młodych ludzi do leczenia psychiatrycznego.

Obserwuję, że w momencie, gdy proponuję psychoterapię osobie z mojego pokolenia, reaguje ona przerażaniem. Młodzi ludzie pytają się natomiast: “Do kogo mam się zgłosić?”

Należy zauważyć, że Polskie Towarzystwo Dermatologiczne wraz z prezesem prof. Jackiem Szepietowskim założyło sekcję psychodermatologiczną. Na jej czele stanął właśnie prezes PTD. Wszyscy dermatolodzy muszą się zajmować tą problematyką, jednak my stworzyliśmy grupę inicjującą.

– Czym się sekcja zajmuje?

– Zrzesza lekarzy zainteresowanych problemem. Wprowadza też narzędzia leczenia, czyli opracowuje specjalne testy psychologiczne. Dzięki takim testom, jesteśmy w stanie stwierdzić co się dzieje z pacjentem.

Proszę sobie wyobrazić przykład pacjentki z owłosieniem na twarzy. Jak możemy stwierdzić, że ona cierpi? Możemy przypuszczać, że osoba z nowotworem cierpi bardziej. Jednak dzięki badaniom okazuje się, że nie jest to takie oczywiste. Dopiero przy użyciu testu psychologicznego możemy się przybliżyć do wiedzy o tym, jaki jest prawdziwy stan jej psychiki.

Istnieją skale odczuwanej depresji. Osoba z niewielkim schorzeniem skóry może być o wiele bardziej nieszczęśliwa od tej, której ciało jest całe pokryte łuszczycą. Dużo zależy od psychiki pacjenta, jak on sobie radzi z sytuacją.

Właśnie tym m. in. zajmuje się sekcja: wprowadzaniem na polski rynek specjalistycznych testów, które bardzo ułatwiają pracę.

– Więc jak sobie radzić z pacjentem?

– Nie można powiedzieć do pacjenta: “Po co się tym przejmujesz?” To wszystko są istotne kwestie psychologiczne.

Jest wiele schorzeń dotykających sfery psychicznej, związanych bezpośrednio ze zmianami na skórze. Dochodzi nawet do samookaleczeń. Jest mnóstwo tzw. psychodermatoz takich jak np. wyrywanie sobie włosów. W takich przypadkach musimy współpracować z psychologiem, czy psychiatrą. Stawiam diagnozę, jednak leczeniem zajmują się już psychiatrzy.

Oczywiście, jesteśmy informowani o stanie pacjenta, edukujemy się, jakie lekarstwa można mu podać, jednak taki pacjent wymaga już innej specjalistycznej pomocy. Ja mogę go wyleczyć z problemów skóry, jednak nie jestem tym lekarzem, który jest w stanie całkowicie wyleczyć taką osobę, ponieważ problem siedzi w głowie. W wielu wypadkach można rozwiązać problem na poziomie dermatologa, jednak osobiście uważam, że to psychiatra powinien też zająć się taką osobą.

Miałam raz przykład młodego 18-letniego pacjenta, który przychodził do mnie z powodu wypadania włosów. Odwiedzał mnie przez pół roku, a problem był naprawdę niewielki. Próbowałam mu wytłumaczyć, że nic się nie dzieje, wszystko jest pod kontrolą, jednak widziałam, że chłopak jest w potwornej depresji. Gdy po raz kolejny przyszedł powiedziałam mu: “Słuchaj, tylko eunuch nie łysieje” a on na to: “to niech mnie Pani wykastruje.”

Po tej wymianie zdań, powiedziałam mu, że dopóki nie powie co się dzieje, to go nie wypuszczę z gabinetu. Bardzo długo rozmawialiśmy, o co tak naprawdę chodzi. Okazało się, że jego rodzice się rozwodzą, on sam jest przed maturą i nie wie, co ze sobą zrobić. Dwa tygodnie później przyszedł, podziękował za tę rozmowę i przyznał się, że miał już myśli samobójcze.

– Najwyraźniej jego problem był natury psychologicznej?

– Absolutnie to był przykład przełożenie się problemu psychologicznego na skórę. Cieszę się, że w końcu udało mi się namówić go na wizytę u psychologa, bo potrzebował właśnie pomocy psychologicznej. To jest właśnie psychodermatologia w praktyce. Jestem szczęśliwa, że powstała taka sekcja w ramach PTD, bo jak widać dzielenie się doświadczeniami jest bardzo potrzebne.

– Czy psychodermatologia to pojęcie znane wśród lekarzy?

– Sekcja bardzo prężnia działa. Jest to nowy temat, który rozwija się i w Polsce, i na świecie. Prowadzone są badania na temat stopnia depresji u osób z łuszczycą, atopią, czy łysieniem plackowatym. Powstaje mnóstwo prac na ten temat.

– Czy wyniki tego typu badań przydadzą się Pani w pracy?

– Jestem tego pewna. Zawsze poświęcałam dużo czasu pacjentowi, by go zrozumieć. Tak samo działam zarówno w przypadku osób ze schorzeniami dermatologicznymi, jak i z osobami szukającymi usług z zakresu medycyny estetycznej.

Zawsze pojawia się pytanie czy taki zabieg jest potrzebny? Czy chodzi o to, żeby przyjemniej było popatrzeć w lustro, czy też o to, by dostać silny impuls do polepszenia swojego życia.

– Czyli jest to takie holistyczne podejście do medycyny. Nie patrzy Pani na skórę, tylko na problem pacjenta?

– Ja często patrząc na skórę, domyślam się, że coś się dzieje w sferze psychicznej. Skóra jest objawem tego, co jest wewnątrz.

Zawsze mnie to bardzo pasjonowało, ponieważ staram się zajmować pacjentem pod każdym możliwym aspektem. Dlatego współpracuję z dietetykiem, psychiatra i internistą. Razem pracujemy i tworzymy naprawdę dobry zespół.

– Dziękuję za rozmowę.

 

Źródło: www.rynekestetyczny.pl

2 Responses to Psychodermatologia – estetyka siedzi w głowie

  1. natalia pisze:

    Bardzo ciekawy wywiad. Interesują się trochę psychodermatologią ze względu na swoje schorzenia skóry, z którymi walczę już od dłuższego czasu.
    Chciałam udać się na konsultację, żeby sprawdzić jak one wyglądają i czy niosą jakąś nadzieję… tyle już rzeczy wypróbowałam.
    Ponoć jedna z warszawskich klinik przyjmuje pacjentów na konsultacje, podajże Bejda Medical. Czy ma ktoś sprawdzone info w tym zakresie??

  2. kania pisze:

    Psychodermatologia w Polsce dopiero raczkuje…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Operacje plastyczne: odmładzają, ale nie upiększają?

Osoby, które poddają się chirurgii plastycznej twarzy mogą wyglądać młodziej, ale to nie oznacza, że stają się bardziej atrakcyjne - wynika z badań, których wyniki...

Zamknij