W medycynie estetycznej dzieje się dziś dużo więcej niż „wygładzanie zmarszczek”. Pacjenci szukają holistycznej opieki, długofalowych planów i lekarzy, którzy rozumieją zarówno ciało, jak i psychikę… oraz realia prowadzenia gabinetu. O tym, jak zmienia się rynek medycyny estetycznej, czego potrzebują lekarze i na czym polega nowoczesne kształcenie podyplomowe rozmawiają Adam Mazurek oraz Monika Nowak-Bartyzel reprezentujący Uniwersytet Vizja w konfederacji z Uniwersytetem Frycza Modrzewskiego.
Pacjent nie przychodzi po zabieg. Przychodzi po zmianę w życiu
Adam Mazurek (AM): – Zacznijmy od pacjentów. Jak ty widzisz najważniejszą zmianę na rynku medycyny estetycznej w ostatnich latach?
Monika Nowak-Bartyzel (MN-B):

– Największa zmiana nastąpiła w głowie pacjenta, w jego oczekiwaniach. Coraz rzadziej słyszymy: „Proszę wypełnić tę zmarszczkę”. Z to częściej: „Chcę wyglądać bardziej świeżo, spójnie ze sobą, naturalnie”. Pacjent nie przychodzi po zabieg, tylko po proces zmiany, który uwzględnia: styl życia, zdrowie ogólne, hormony, nawyki, emocje, a dopiero na końcu – konkretny preparat czy urządzenie.
AM: – I tu zaczyna się rola lekarza, który potrafi ułożyć strategię, a nie tylko „wykonać procedurę”.
MN-B: – Dokładnie. Rynek wymusza odejście od myślenia zabiegowego na rzecz holistycznych programów terapeutycznych: łączenia technologii, pracy z tkankami, wsparcia metabolicznego, a czasem także współpracy z dietetykiem, psychologiem czy fizjoterapeutą. To wymaga innego rodzaju kształcenia niż klasyczny kurs weekendowy „z wypełniaczy”.
Od „anti-aging” do „pro-aging” i medycyny regeneracyjnej
AM: – Jakie trendy postrzegasz jako kluczowe dla lekarzy, którzy chcą być na czasie za 5–10 lat, a nie tylko „na dziś”?
MN-B: – Po pierwsze medycyna regeneracyjna i praca z jakością tkanek, a nie wyłącznie ich objętością. Coraz większy nacisk kładziemy na stymulatory, biorewitalizację, poprawę jakości skóry, a nie tylko „wypełnienie braków”.
Po drugie trend „pro-aging: odchodzimy od udawania 20-latki w wieku 50+ na rzecz mądrze zaplanowanego, godnego starzenia się, gdzie celem jest zdrowy, zadbany wygląd, a nie wymazanie historii z twarzy.
Po trzecie personalizacja: pacjent z insulinoopornością, w menopauzie, po dużej redukcji masy ciała, czy z zaburzeniami obrazu ciała będzie wymagał innych decyzji zabiegowych, innych odstępów między procedurami, innego języka komunikacji.
AM: – I to jest taki moment, w którym lekarz, który zetknął się tylko z fragmentarycznymi szkoleniami, czuje się często… zagubiony.
MN-B: – Tak, bo pojedyncze kursy nie uczą myślenia systemowego. Lekarz zna technikę konkretnego wypełniacza, ale nie zawsze czuje się pewnie w ułożeniu rocznego planu zabiegowego dla pacjentki w menopauzie z wiotkością skóry, przebarwieniami, bliznami potrądzikowymi i dużymi oczekiwaniami co do efektu. To jest właśnie jedna z luk, które staramy się wypełnić w naszym programie studiów.
Holistyczne podejście – nie modny slogan, tylko standard
Adam Mazurek (AM):

– „Holistyczne podejście” brzmi dziś jak modne hasło. Co to znaczy w praktyce na studiach podyplomowych?
MN-B: – Dla nas „holistyczne” oznacza konkretne moduły i konkretne kompetencje, a nie jednorazowy wykład o „dobrym samopoczuciu”. Na studiach lekarz nie tylko uczy się technik zabiegowych ale:
– rozumie oś skóra–hormony–metabolizm,
– umie uwzględnić menopauzę, insulinooporność, otyłość czy przewlekły stres w planie zabiegowym,
– poznaje podstawy psychoestetyki – czyli jak rozmawiać z pacjentem z niską samooceną, dysmorfofobią, zbyt wygórowanymi oczekiwaniami,
– uczy się kwalifikacji i dyskwalifikacji – kiedy powiedzieć „nie”, choć pacjent bardzo nalega.
“Holizm” to jest odwaga, żeby czasem nie zrobić zabiegu – bo tak będzie bezpieczniej i uczciwiej wobec pacjenta.
AM: – To też duża zmiana pokoleniowa w medycynie: od „zróbmy to, bo można” do „zróbmy to, co w długiej perspektywie będzie dla pacjenta najlepsze”.
Uniwersytet Vizja: Świadome budowanie programów zabiegowych – kompetencja XXI wieku
AM: – Dużo mówimy o programach zabiegowych. Co to znaczy w praktyce dla lekarza na co dzień?
MN-B: – To znaczy, że lekarz przestaje myśleć: „Pacjent przyszedł na botoks, to zrobię botoks”.
Po pierwsze diagnozuje – nie tylko zmarszczkę, ale twarz, szyję, sylwetkę, styl życia, emocje. Po drugie mapuje problemy – np. utrata objętości, wiotkość, przebarwienia, blizny, napięcie mięśniowe. Po trzecie ustala priorytety – co najpierw, co później, w jakich odstępach. Po czwarte dobiera komplementarne procedury – np. stymulatory kolagenu, toksyna botulinowa, laser frakcyjny, pielęgnacja domowa. Po piąte wreszcie układa wszystko w plan roczny, możliwy do udźwignięcia finansowo i logistycznie dla pacjenta.
Na studiach ćwiczymy to podczas case study, na realnych scenariuszach z gabinetów, tak żeby lekarz po zakończeniu nauki mógł od razu przenieść tę logikę do swojej praktyki.
AM: – I to jest też odpowiedź na potrzebę lekarzy, którzy mówią: „Ja nie chcę kolejnego kursu z jednej techniki. Ja chcę wiedzieć, jak to wszystko połączyć sensownie dla konkretnego pacjenta”.
MN-B: – Właśnie dlatego tak mocno stawiamy na integrację wiedzy, a nie jej „poszatkowanie”.
Program studiów – klinika, bezpieczeństwo, biznes

AM: – Co wyróżnia program studiów podyplomowych medycyny estetycznej, które współtworzysz, na tle wielu kursów dostępnych na rynku?
MN-B: – Kilka rzeczy. Po pierwsze solidna podstawa kliniczna, czyli anatomia kliniczna, farmakologia i bezpieczeństwo preparatów, protokoły postępowania w powikłaniach, praktyczne moduły zabiegowe pod okiem doświadczonych lekarzy.
Po drugie bezpieczeństwo i etyka na które składa się kwalifikacja pacjenta i przeciwwskazania, praca z trudnym pacjentem oraz dokumentacja medyczna, zgody, aspekty prawne.
Po trzecie biznes i zarządzanie gabinetem. To jest często zaniedbany obszar. Lekarze mówią nam: „Nikt nas nie uczył, jak prowadzić gabinet jak nowoczesną praktykę medyczną i biznes jednocześnie”.
Dlatego wprowadzamy do programu kształcenia moduły ze strategii rozwoju gabinetu i kliniki, budowania zespołu i standardów obsługi pacjenta, zarządzania finansami i inwestycjami w sprzęt oraz etycznego marketingu i obecności w social mediach, jak również współpracy z firmami farmaceutycznymi i beauty.
Po czwarte kompetencje miękkie lekarza, czyli komunikacja z pacjentem, radzenie sobie z presją, profilaktyka wypalenia, budowanie marki osobistej lekarza.
AM: – Czyli to nie są studia o jednym preparacie, tylko o całym ekosystemie praktyki medycyny estetycznej.
MN-B: – Tak. Chcemy, żeby absolwent wychodził z poczuciem: „Mam wiedzę, umiejętności, narzędzia biznesowe i mentalne, żeby prowadzić gabinet w sposób nowoczesny i bezpieczny”.
Nowoczesne podejście: Uniwersytet Vizja w konfederacji z Uniwersytetem Frycza Modrzewskiego
AM: – Wielu lekarzy pyta nas o to, czym różni się nasz model uczelni od innych. Co daje ta „konfederacja” Uniwersytet Vizja z Uniwersytetem Frycza Modrzewskiego?
MN-B: – Mówiąc najprościej łączymy dwie perspektywy – klasyczną akademicką i silnie praktyczną, nastawioną na współczesny rynek. Z jednej strony mamy stabilne zaplecze akademickie, jakość, procedury, nadzór merytoryczny i naukowy. Z drugiej bardzo elastyczne, rynkowe podejście do kształcenia dorosłych profesjonalistów, którymi są lekarze.
Zajęcia projektowane z myślą o praktyce gabinetowej. Wykładowcami są ludzie, którzy sami prowadzą gabinety i kliniki. Moduły dotyczące biznesu i zarządzania trudno znaleźć w innych programach kształcenia w zawodach medycznych.
AM: – Czyli nie tworzymy „szklanego wieżowca akademii”, tylko most między uczelnią a realnym rynkiem usług estetycznych.
MN-B: – Dokładnie. Dla lekarzy ważne jest, że dostają dyplom studiów podyplomowych sygnowany przez uczelnię, ale treść studiów jest tworzona z myślą o tym, co ich jutro czeka w gabinecie, nie w abstrakcyjnych podręcznikach.
Dla kogo są te studia?
AM: – Jakiego lekarza masz przed oczami, kiedy projektujesz program?
MN-B: – Widzę trzy grupy. Pierwsza to lekarze, którzy dopiero wchodzą w medycynę estetyczną. Chcą zrobić to mądrze, od początku na wysokim poziomie, a nie na zasadzie „tu kurs, tam warsztat”. Potrzebują uporządkowanego, bezpiecznego startu.
Druga grupa to medycy już działający w estetyce, ale czujący „chaos szkoleniowy”.
Mają dziesiątki certyfikatów z pojedynczych technik, ale brakuje im całościowej koncepcji, uporządkowania wiedzy, dobrych standardów i biznesowego ułożenia pracy gabinetu.
Trzecia to ci, którzy planują rozwój kliniki lub większego ośrodka. Dla nich kluczowe są moduły strategiczne, zarządcze, praca z zespołem, KPI gabinetu, optymalizacja inwestycji w technologie.
AM: – Wspólnym mianownikiem jest jedno: świadome budowanie swojej drogi w medycynie estetycznej, a nie dryfowanie od szkolenia do szkolenia.
Co zyskuje pacjent, gdy lekarz się rozwija?
AM: – Na koniec, spójrzmy z perspektywy pacjenta. Po co lekarzowi takie studia?
MN-B: – Pacjent zyskuje lekarza, który myśli w kategoriach bezpieczeństwa, długofalowości i naturalności efektu, który potrafi powiedzieć „nie” – bo umie ocenić ryzyko, układa realistyczne plany terapeutyczny i nie obiecuje cudów. Taki lekarz ma uporządkowaną wiedzę i pracuje zgodnie ze standardami.
Na dodatek prowadzi gabinet, w którym od wejścia czuć jakość, spójność i szacunek do pacjenta. Tymczasem medyk zyskuje coś jeszcze – spokój. Bo dobrze wykształcony, świadomy lekarz, który wie, co robi, śpi spokojniej zarówno po fantastycznych rezultatach, jak i wtedy, gdy trzeba zmierzyć się z trudniejszym przypadkiem.
Uniwersytet Vizja: Zaproszenie do świadomej drogi w medycynie estetycznej
AM: – Gdybyś miała jednym zdaniem powiedzieć lekarzowi, dlaczego warto wejść w taki proces kształcenia, co byś powiedziała?
MN-B: – Powiedziałabym: jeśli chcesz, żeby medycyna estetyczna była Twoją poważną specjalizacją na lata, a nie dodatkiem do grafiku – zainwestuj w edukację, która obejmuje całość: pacjenta, Ciebie i Twój gabinet.
AM: – A ja dodałbym: my jesteśmy po to, żeby tę drogę zaplanować z Tobą, krok po kroku – od pierwszego modułu aż po świadomą, nowoczesną praktykę medycyny estetycznej.

MN-B i AM: – Jeśli myślisz o rozwoju w medycynie estetycznej w sposób odpowiedzialny i długofalowy, studia podyplomowe w strukturach Uniwersytet Vizja w konfederacji z Uniwersytetem Frycza Modrzewskiego mogą być Twoim kolejnym logicznym krokiem – nie tylko w stronę nowych technik zabiegowych, ale przede wszystkim w stronę nowej jakości pracy z pacjentem.
Źródło: Rynek estetyczny / Uniwersytet Vizja