Chirurg plastyk musi być trochę szalony!

Ci lekarze, którzy mają dużą wiedzę i duże doświadczenie właściwie nie są objęci kryzysem. Pacjenci i tak do nich przyjdą – uważa dr Andrzej Sankowski. Jego zdaniem coraz większe tempo życia ludzi w Polsce zmienia medycynę estetyczną w naszym kraju.

 – Konkurencja w medycynie estetycznej, w chirurgii plastycznej jest coraz silniejsza w Polsce?

Andrzej Sankowski: – I coraz bardziej bezwzględna.

– Czy to wynika z coraz większej popularności tych dziedzin medycyny, czy po troszę także z kryzysu gospodarczego?

– Myślę, że i jedno i drugie. Dostrzegamy kryzys. Jest ewidentnie mniej pacjentów. Jednak jest tak, że część chirurgów nie musi nic robić poza solidną pracą, bo doskonale opanowało swój zawód. Ci lekarze, którzy mają dużą wiedzę i duże doświadczenie właściwie nie są objęci kryzysem. Pacjenci i tak do nich przyjdą. Są pacjenci, którzy przychodzą do nas od lat, których znajomi, koledzy, rodzina są do nas kierowani.

Są jednak takie placówki, które powstają naprędce. Często są prowadzone przez osoby nie związane z medycyną, które próbują swoje pieniądze zainwestować w chirurgię plastyczną, uważając, że to jest pewny zysk. Zaczynają działania marketingowe, takie jak w sklepie z majtkami, zaczynają walczyć z konkurencją na zasadach czysto handlowych. W takich przypadkach taka osoba jak ja, lekarz, czuje się bezradna. Ja nie umiem walczyć za wszelką cenę z innymi na rynku.

– Wchodzimy tu na teren bezpieczeństwa zabiegów, bezpieczeństwa placówek. Jest taki pomysł Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i AntyAging, żeby wprowadzić certyfikaty dla klinik, które spełniają odpowiednie kryteria. Co Pan myśli o takiej koncepcji?

– Tak, jest to dobry pomysł, pod warunkiem, że certyfikaty przyznawał będzie ktoś, kto nie odda ich swoim kolegom, czy znajomym. W Polsce największe ryzyko jest związane z pozostałościami myślenia z systemu komunistycznego: „temu się należy”. Znam to, przecież wychowałem się w Polsce Ludowej, przez wiele lat pracowałem na Banacha.

Ponieważ byłem „nieprawomyślny”, nie należałem do PZPRu, to pracowałem jak wół, ale żadnych z tego nie miałem zysków. Oficjalnie było nieelegancko powiedzieć, że chirurgia plastyczna jest potrzebna, a nieoficjalnie to ja nie miałem chwili wolnej. Cokolwiek się nie działo byłem wołany, żeby ratować sytuację.

Wracając do tematu certyfikatów, wydaje mi się, że jest na to jeszcze za wcześnie. Boje się, że certyfikaty nie będą miały znaczenia. Muszą być wydawane przez ludzi odpowiedzialnych, muszą mieć rzeczywistą rangę, wówczas byłoby to wskazane, tak jak jest w Stanach. W USA jest Amerykańskie Towarzystwo Chirurgii Plastycznej (American Society of Aesthetic Plastic Surgery-ASAPS), którego członkiem można zostać spełniając szereg kryteriów. To Towarzystwo wydaje certyfikaty, które potem są w gabinetach, świadcząc o tym, że dany gabinet jest zrzeszony w ATChP. U nas na razie bałbym się organizować tego typu przedsięwzięcie, ponieważ ciągle jeszcze trochę boję się Polaków.

– Chciałbym wrócić do Pana kliniki. Jakie są najpopularniejsze, najczęściej wykonywane zabiegi?

– Najczęściej wykonywanym zabiegiem jest powiększanie piersi. Jest to obecnie bardzo modne. Na drugim miejscu są operacje nosów, a także operacje odmładzające typu lifting twarzy, plastyka powiek. Bardzo popularne są operacje przeszczepu własnego tłuszczu. Pobieramy tłuszcz z uda lub z brzucha i wstrzykujemy w twarz, uzyskując poprawę wyglądu i odmłodzenie, znaczne odmłodzenie.

– Mówi się, że w związku z kryzysem bardziej popularne od operacji chirurgii plastycznej, stają się mniej kosztowne, małoinwazyjne zabiegi?

– Wydaje mi się, że to zjawisko nie jest związane z kryzysem, a raczej z wzrastającym tempem życia, zmieniającym się stylem pracy i z tym, że pacjenci nie mogą sobie pozwolić na to, żeby wziąć zwolnienie lekarskie i po prostu nie być w pracy. W związku z tym modne stają się tzw. zabiegi lunchowe. Klient ma przerwę na lunch, wybiega z pracy, idzie do gabinetu, gdzie robi zabieg, który nie zostawia wyraźnego śladu po ingerencji lekarza i wraca do pracy.

Dzięki systematycznym zabiegom powoli wygląda coraz lepiej. Jest to moda obserwowana na całym świecie. Wiązałbym to raczej właśnie z tempem życie, a nie z kryzysem. Chcemy wyglądać lepiej, a nie stać nas na to, żeby opuścić pracę na dłużej.

– Takie zabiegi też są wykonywane w Pana klinice?

– Oczywiście.

– Pana klinika funkcjonuje już ponad 15 lat. Jakie były początki Pana działalności. Czy zawsze miał Pan taką wizję, że będzie to taka wielodyscyplinarna placówka?

– Tak. Od początku chciałem, żeby to była klinika wielodyscyplinarna. Chodzi o to, żeby pacjenta można było skonsultować z kilkoma lekarzami. Chodzi o to, żeby uniknąć sytuacji, w których pacjent przychodzi, a ja mu mówię, że jestem bezradny.

Potrzebny jest zespół ludzi na miejscu, którzy w mogą pacjentowi pomóc w każdym przypadku. Zdarzają się np., że przychodzi pacjentka, a ja proszę rehabilitanta o zabiegi nieinwazyjne, zalecam zabiegi z dziedziny dermatologii, laryngologii. U nas od początku było to tak pomyślane.

– Zauważyłem na stronie kliniki informację, że Pan interesuje się malarstwem, fotografią, ma Pan takie zacięcie artystyczne. Czy to miało wpływ na wybór zawodu?

– Tak, jak najbardziej. Chirurg plastyk, to nie może być zwykły chirurg, który ma tylko opanowane techniki operacyjne, wykonuje je i z tego żyje. Chirurg plastyk musi być trochę szalony.

– Chyba nie za bardzo?

– No tak (uśmiech), ale dobra jest taka odrobina szaleństwa, ekstrawagancji. Tak uważa się na całym świecie. Ja maluję obrazy, choć teraz mam bardzo mało czasu na to, mam setki albumów fotograficznych, lubię jeździć po świecie. Lubię przygody, lubię zwiedzać.

Myślę, że chirurg plastyk nie może być takim zwykłym zjadaczem chleba: robi operację, wraca do domu, wkłada pantofle, ogląda telewizję. Chirurg plastyk musi mieć wyobraźnię, musi mieć taką żyłkę odkrywcy. W końcu na codzień przeżywa niebanalne przygody.

– Na stronie była także informacja, że pracował Pan w Kambodży. Czy mógłbym zapytać co to była za praca?

– Rzeczywiście byłem dwa razy w Kambodży już dawno temu. Ostatnio odwiedziłem ten kraj po raz trzeci. Pracowałem w szpitalu wojennym w 1981 i 1985 roku. W tym szpitalu robiłem praktycznie wszystko.

– Oprócz chirurgii plastycznej….

– Też była, ale głównie to ciężka chirurgiczna praca. Ja mam specjalizację z chirurgii ogólnej i specjalizację z chirurgii plastycznej. Praktycznie mogę być ordynatorem zarówno kliniki chirurgii plastycznej jak i kliniki chirurgii ogólnej.

W Kambodży robiłem wszystko. Była to wielka przygoda. Czasami tęsknię za Kambodżą. Ten kraj ma jakiś niezwykły urok. Klimat, kwiaty, ludzie uśmiechnięci mimo tych wszystkich straszliwych przejść. Ten kraj przyciąga.

– Praca tam wiązała się z dużym ryzykiem?

– Tak, jak najbardziej, ale je nie uciekam przed ryzykiem.

– Można powiedzieć, że otwarcie kliniki chirurgii plastycznej w Polsce ponad 15 lat temu też było ryzykowne i życiowo, i finansowo. Czy Pan kalkulował, sprawdzał, czy tu jest rynek na takie usługi?

– Oczywiście to było ryzyko. Z drugiej strony ja nie umiem kalkulować. Po prostu miałem przekonanie, że to przedsięwzięcie się powiedzie, że da sukces. Poza tym, kiedy otwierałem klinikę, byłem już bardzo doświadczonym chirurgiem. Operowałem od lat. Wiedziałem, że w każdej sytuacji dam sobie radę, bo po prostu umiem to robić. To ryzyko niepowodzenia było, ale w gruncie rzeczy nie takie duże. Zawsze miałem dużo pacjentów.

Bardzo dziękuję za rozmowę

Rozmawiał: Daniel Mieczkowski

(Nowoczesna Klinika, 2010 r.)

 

dr n. med. Andrzej Sankowski –

Człowiek, który stworzył Klinikę Chirurgii Plastycznej, która funkcjonuje na rynku w obecnej formie od ponad 15 lat. Jest najważniejszą osobą i szefem zespołu, a jego autorytet i doświadczenie gwarantują najwyższą jakość wykonywanych w Klinice operacji i zabiegów. Jest chirurgiem plastykiem, lekarzem z 40-letnim stażem i ponad 30-letnim doświadczeniem jako chirurg plastyk. Praktykował w Czechach, Kambodży i Austrii. Jest prekursowrem we wdrażaniu wielu nowoczesnych zabiegów i technik chirurgii plastycznej i estetycznej. Jest jednym z założycieli i członkiem Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej (PTChPRiE). Należy także do polskiej i brytyjskiej Izby Lekarskiej, Fundacji Rozwoju Chirurgii Naczyniowej. Jest członkiem International Confederation for Plastic, Reconstructive and Aesthetic Surgery (IPRAS), European Society of Plastic, Reconstructive and Aesthetic Surgery (ESPRAS), European Academy of Cosmetic Surgery (EACS). W opinii pacjentów: rzetelny, cierpliwy, chirurg z powołania.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Face lifting “tak jak Bozia przykazała”

Zarówno w Polsce, jak i na świecie utrzymuje się tendencja wśród pacjentów do wybierania raczej mniej inwazyjnych metod poprawy wyglądu. Jednak, jak zwracają uwagę specjaliści,...

Zamknij