Dr Adam Gumkowski: 9 lat sądowej batalii

Przez pierwsze pięć lat od rozpoczęcia sprawy w sądzie w 2003 roku z wyżyn kariery zawodowej spadłem na dno – mówi w rozmowie z portalem rynekestetyczny.pl dr Adam Gumkowski, chirurg, założyciel i właściciel AG Klinik w Warszawie.

Rynek Estetyczny: – Panie Doktorze, na czym polegała ta sprawa z Panią Hanną Bakułą, której wyjaśnienie zajęło sądom ponad 9 lat?

Dr Adam Gumkowski: – Zarzut skierowany w stosunku do mnie był taki, że za późno odkryłem krwiaka i w nieodpowiedni sposób go ewakuowałem. Pani Hanna Bakuła zrobiła z tego aferę na całą Polskę, opowiadając niestworzone  rzeczy o gronkowcu o oszpeceniu, o ogromnych dolegliwościach bólowych itd. Ale zarzut dotyczył właśnie tego krwiaka, co z medycznego punktu widzenia jest sprawą drobną.

Nagłośnienie oszczerstw przez Panią Bakułę, nagonka medialna, wieloletnie perturbacje spowodowały, że przez pewien okres czasu zostałem praktycznie pozbawiony pracy. Co więcej był to najlepszy czas dla rozwoju zawodowego chirurga, czyli wiek około 40 lat.

Przemyślałem wiele razy sprawę tego krwiaka, od którego cała sprawa się zaczęła. W moim przekonaniu ewakuowanie takiego niewielkiego krwiaka za uchem jest generalnie dosyć proste i nie wiąże się z ryzykiem.

Wiele razy zastanawiałem się: „Może coś zrobiłem nie tak? Jakaś niedokładność? Jakieś niedociągnięcie?”, ale zawsze dochodzę do wniosku, że całe moje postępowanie pooperacyjne było zgodne z możliwościami jakie dała mi p. Bakuła. Zresztą potem biegły w sądzie w swojej opinii potwierdził, że dołożyłem zdecydowanie większej staranności w opiece nad tą pacjentką, niż jest to przyjęte normalnie.

Nie potrafiłem stwierdzić, skąd się brały dolegliwości bólowe pacjentki. Po miesiącu okazało się, że wszystko się goi dobrze, a pacjentka dalej manifestuje dolegliwości bólowe. Oznaczało to, że albo boli ją coś innego, albo mija się z prawdą. Dopiero później się okazało, że źródłem bólu mogły być zmienione zgorzelinowo zęby, a nie operacja. Obecnie jestem już przekonany, że tak było. Ponieważ po usunięciu kilku zębów dolegliwości ustąpiły.

Kiedy pacjentka zgłaszała bardzo ostre dolegliwości bólowe zastanawiałem się: “Może nie umiem stwierdzić ich źródła, może nie wiem?”. Poprosiłem o konsultacje Pana prof. Józefa Jethona. Pomijając to, że pacjentka na pierwszą wizytę u profesora w ogóle nie przyszła, to kiedy już się pojawiła, profesor również nie stwierdził anomalii po zabiegu. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że całą operację wykonałem prawidłowo.

Tym bardziej, że liczne wykonane badania, łącznie z rezonansem magnetycznym nic nie pokazywały. Pani Bakuła w pewnym momencie przysłała do mnie dwóch prawników, którzy zaprosili mnie na spotkanie w Bristolu, gdzie oznajmili mi, że moja pacjentka w ramach odszkodowania, chce 100 tys. zł. “Ale za co?” – spytałem się. “Jeżeli nie, to ona Pana zniszczy w mediach” – usłyszałem. Ponieważ nie poczuwałem się do winy odmówiłem.

– Czy Pan będzie się starał o jakieś zadośćuczynienie, bo takie są doniesienia prasowe?

– Na razie potrzebny mi jest prawomocny wyrok sądu. Potem zobaczymy.

– Jak Pan uważa, czemu wyjaśnienie tej sprawy trwało tak długo, czy teraz – w wyniku wprowadzenia nowych regulacji, dotyczących odpowiedzialności zawodowej lekarzy – ta sytuacja mogłaby się ciągnąć krócej?

– Nie sądzę, aby wprowadzone w ostatnim czasie uregulowania miały jakiś wpływ na czas trwania tej akurat sprawy. W grę wchodziły zarzuty prokuratorskie. W mojej opinii w żaden sposób nie poparte merytorycznie, jednak możliwe do postawienia, ze względu na brak odpowiedniej wiedzy w prokuraturze. Prokuratorzy po prostu nie znają się na medycynie.

W międzyczasie, podczas trwania procesu, zmienił się skład sędziowski. Pierwszemu składowi sędziowskiemu rozpatrywanie sprawy zajęło około 6 lat. Kolejnemu sędziemu zajęło to następne trzy lata. Myślę, że cała procedura została przyspieszona, ze względu na to, że złożyłem pismo do sądu o przewlekłość postępowania. To postępowanie wygrałem, dostałem niewielkie odszkodowanie.

Skierowałem sprawę o przewlekłość postępowania  do Trybunału w Strasburgu. Tam będę się domagał odszkodowania za 9 lat niszczenia mojej kariery zawodowej przez nieudolność sądów.

– Jaki był ostateczny werdykt sądu po dziewięciu latach batalii?

– Sąd stwierdził, że nie popełniłem żadnego błędu medycznego w związku z tym uznał mnie niewinnym zarzucanych mi czynów.

– Jak ta sprawa wpłynęła na Pana karierę zawodową, na funkcjonowanie prowadzonych przez Pana placówek?

– Przez pierwsze pięć lat od rozpoczęcia sprawy w sądzie w 2003 r. z wyżyn kariery zawodowej spadłem na dno. Jak już mówiłem, jako chirurg w wieku 40 lat wchodziłem w najlepszy dla lekarza tej specjalizacji okres. Jedną klinikę, którą prowadziłem byłem zmuszony zamknąć. Po prostu nie dało się utrzymywać czegoś, co zupełnie przestało funkcjonować.

Otworzyłem nową klinikę około czterech lat temu. Powoli odbudowałem swoją działalność, ale zajęło mi to bardzo dużo czasu i wysiłku.

– Borykał się Pan o ze „złą prasą”, ale także ze swego rodzaju ostracyzmem części środowiska. Czy myśli Pan, że to rozstrzygnięcie sądu coś zmieni?

– Nie sądzę, żeby w tej kwestii wiele się zmieniło. Ja chyba jestem – jak to się mówi – czarną owcą. Nie wiem dlaczego. Generalnie staram się być samowystarczalny. To co jestem w stanie zrobić, to wykonuję. Jeżeli czegoś nie potrafię, to się za to po prostu nie biorę. Z nikim się nie kontaktuję. Trzymam się na uboczu.

Kiedy w 2003 r. wybuchnęła ta sprawa z Hanną Bakułą, wielu lekarzy wypowiadało się w mediach, że Gumkowski popsuł, zniszczył, nie potrafił, nie wiedział, nie umiał. Bezkrytyczne przyjmowanie do wiadomości przez lekarzy tego, co mówiła wówczas Pani Bakuła, nie mieści mi się w głowie. Tymczasem te historie były aprobowane.

– Ma Pan trochę żalu?

– Nie, absolutnie nie. Uważam, że każdy z lekarzy, którzy operują, ma różne problemy w swojej działalności. Każdego z nas tego typu kłopoty spotkają wcześniej, czy później. Ja akurat trafiłem na wyjątkową pacjentkę, na “kobietę kontrowersyjną” – jak sama siebie określa. Nie wiedziałem wówczas w 2003 r. kim jest, bo pewnie z założenia zrezygnowałbym z operowania tej pacjentki.

– A jak sobie radzi obecnie Pana AG Klinik?

– Ja nie narzekam. Klinika funkcjonuje na przyzwoitym poziomie. Wszystko działa tak, że mogę spokojnie żyć.

– Jakie są najpopularniejsze wykonywane u Pana zabiegi?

– Ja zajmuję się – najogólniej mówiąc – modelowaniem człowieka. Czyli moimi podstawowymi zabiegami są liposukcja i wszystkie zabiegi z nią związane. Takie procedury, które pozwalają poprawić figurę. Ostatnio najwięcej wykonuję laserowego modelowania twarzy i szyi. Zgłaszają się głownie kobiety, młode oraz w średnim wieku. W takim wieku – około 40 roku życia – uzyskuje się na ogół najlepsze wyniki.

– Jest wiele doniesień o metodach, które pozwalają na wykonywanie liposukcji, ograniczając inwazyjność zabiegu, w porównaniu do zabiegu klasycznego. Co Pan o tym sądzi?

– Zajmuję się liposukcją od blisko 20 lat. Przerobiłem właściwie wszystkie metody liposukcji, jakie tylko są dostępne. Nadal uważam, że liposukcja klasyczna jest najlepszym zabiegiem, ponieważ jesteśmy w stanie zaofiarować pacjentowi najlepszy wynik estetyczny. Z niemieckich badań porównawczych różnych metod liposukcji wynika, że chociażby z punktu widzenia histopatologii, liposukcja klasyczna daje najmniejszą destrukcję komórek tłuszczowych, oprócz lipolizy laserowej.

Oczywiście stosuję także lipolizę laserową. Uważam, że ta metoda jest najbardziej przydatna do drobnych rzeczy, czyli na twarz. W tej okolicy lipoliza laserowa jest narzędziem niezastąpionym. Właściwie jeżeli cokolwiek obecnie robię na twarzy, to stosuję laser operacyjny. Nic nie daje lepszych efektów.

Używam  też lasera w końcowej fazie liposukcji, do obkurczenia skóry. Połączenie liposukcji klasycznej z laserową daje dobre efekty. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że to jest obecnie najlepsza metoda. Dzięki tej metodzie jesteśmy w stanie wyrzeźbić świetną sylwetkę. Oczywiście jeżeli lekarz posiada odpowiednie umiejętności.

– Pojawiają się też informacje na temat tzw. liftingu bez skalpela, który ma dawać efekty porównywalne z klasycznym zabiegiem…

– Mówimy tu o wolumetrii twarzy. Jest to jeden z zabiegów estetycznych, ale nie najważniejszy. To że większość dermatologów skupia się na wolumetrii twarzy, nie znaczy, że ona działa cuda. Jest to tylko jedna z możliwości poprawy twarzy.

W celu osiągnięcia bardzo dobrych efektów zwykle stosuję lifting laserowy, przezskórną transpozycję tkanek i wolumetrię za pomocą tkanki tłuszczowej, czy innego rodzaju wypełniacza – moim zdaniem najbezpieczniejsza dla pacjenta jest tkanka tłuszczowa. W takim zestawie zabiegów wolumetria twarzy jest chyba najmniej ważna.

Efekty zabiegów operacyjnych małoinwazyjnych są nieporównywalnie lepsze, niż wyniki po wolumetrii. Różnica polega m. in. na tym, że podanie wypełniacza, to jest kwestia minut i pacjent wraca do pracy, natomiast w przypadku operacji, nawet małoinwazyjnych, rekonwalescencja zajmuje kilka dni .

Trzeba dodać jednak, że różnica objawia się także w trwałości efektów. Przy wypełniaczach jest to kwestia kilku miesięcy i pacjent musi powtarzać zabieg. W przypadku operacji jest to czas dużo dłuższy, liczony w latach.

– Opracowuje Pan autorskie techniki operacyjne?

– Ostatnio opracowałem kilka autorskich technik, dzięki połączeniu elementów, których się nauczyłem z własnymi przemyśleniami. Mam swoje własne techniki poprawiania twarzy za pomocą procedur małoinwazyjnych, praktycznie bezśladowych. Jeszcze pół roku temu nie myślałem, że dzięki tym technikom osiągnę tak znakomite efekty.

Łączę zabiegi przezskórne liftingujące z lipofilingiem i laserem Nd Yag o częstotliwości działania 1444 nanometra. Dzięki takiemu połączeniu uzyskuję bardzo dobre wyniki w obrębie twarzy.

Opracowałem leczenie rynofymy (Rhinophima), czyli rodzaju guzowatego przerostu nosa. Wykonałem zabiegi kilku pacjentom i wyniki są bardzo obiecujące, ponieważ ustępują objawy choroby. Do tej pory nie było w rynofymie skutecznego leczenia przyczynowego, leczono tylko objawy – ścinano przerost, wyrównywano nos. Ja opracowałem leczenie przyczynowe poprzez odnerwienie skóry od strony wewnętrznej, co powoduje zmniejszenie wydzielania łoju, obkurczenie się skóry, zmniejszenie wyrośli guzowatych.

Podkreślam, że jest to terapia lecznicza, nie estetyczna, która ma pomóc ludziom chorym. Opracowałem też nowe sposoby na operacje plastyczne upiększające w okolicach piersi. Chodzi np. o zmniejszanie zbyt dużych brodawek piersi.

– Nie obawia się Pan przeprowadzać autorskich zabiegów, chociażby ze względu na te doświadczenia związane z dziewięcioletnią batalią w sądzie z pacjentką?

– Nie mam takich obaw. Te zabiegi, które opracowałem są w gruncie rzeczy dosyć proste. Trudno coś w tych procedurach popsuć. Istotne jest dobre opanowanie sprzętu, który się wykorzystuje, chociażby lasera. Przeszedłem specjalne szkolenie z obsługi lasera Nd Yag 1444nm u  producenta w Korei.

– Stosuje Pan jakieś specjalne procedury, czy zasady związane z kontaktem z pacjentem, tak żeby uniknąć nieporozumień, niejasnych sytuacji. Jak kontaktować się z pacjentem, żeby wszystko było transparentne?

– Większość pacjentów w trakcie terapii współpracuje z lekarzem. To jest 99 proc. ludzi. Jest jednak pewna grupa pacjentów, do których należy Pani Hanna Bakuła, z którymi trudno o porozumienie. Takich pacjentów lepiej unikać. Jeżeli widać już na początku, że z pacjentem nie uda się nawiązać porozumienia, że trudno będzie o współpracę, to lepiej zrezygnować z wykonywania zabiegu. W ten sposób oszczędzimy przede wszystkim swoją psychikę, nie mówiąc już o innych sprawach.

Trzeba podkreślić, że chirurgia jest specjalnością, w której występują czasami powikłania i to jest normalna rzecz. Każdy chirurg ma różne wyniki. Jeżeli jest to szpital, gdzie prowadzi się zabiegi typowo lecznicze, wymagania pacjentów są inne. Pacjent wie, że chodzi o wyleczenie. Tymczasem w klinice chirurgii estetycznej pacjent na ogół przychodzi po to, żeby sobie poprawić samopoczucie – żeby wyglądać lepiej, atrakcyjniej, młodziej, żeby postrzegać siebie jako lepszą osobę.

Taki pacjent ma wyższe wymagania. Uważa, że jeżeli zapłacił pieniądze, to wszystko musi być idealnie. Nie zawsze tak jest. Jest jakiś niewielki procent pacjentów, którzy mają problemy pooperacyjne. Jednak to jest normalna sprawa. Nie ma chirurga, który mógłby powiedzieć: “Ja nie mam żadnych problemów pooperacyjnych”. Jeżeli tak powie to będzie oznaczać, że oszukuje.

Pacjentów trzeba o wszystkim informować. Ja mam specjalne obszerne dokumenty, w których wszystkie możliwe nieoczekiwane problemy pooperacyjne są opisane. Chodzi o to, żeby każdy pacjent miał świadomość tego, że czasami coś się nie udaje.

– Lekarz może zaradzić takim sytuacjom?

– Jeżeli pacjent chce współpracować z lekarzem, to zdecydowana większość takich problemów pooperacyjnych jest do uniknięcia, albo do naprawienia. Jeżeli jednak nie ma współpracy między pacjentem, a lekarzem, wówczas nikt nie zmusi danej osoby, żeby sobie pomogła. Przykładowo w przypadku Pani Bakuły zabrakło tej chęci współpracy.

Dziękuję za rozmowę


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Naukowcy: w morzu znaleźli receptę na zmarszczki?

Prof. Maurice Elphick, który stał na czele zespołu naukowców z Queen Mary University of London, ocenia, że ich najbardziej ekscytującym odkryciem było znalezienie genu, który...

Zamknij