Doktor Barbara Parda jest niekwestionowaną liderką jeśli chodzi o stosowanie USG w medycynie estetycznej w Polsce – mówiła podczas niedawnego XXIV Międzynarodowego Kongresu Medycyny Estetycznej i Anti-Aging w Warszawie doktor Edyta Kutera, wiceprezes PTMEiAA. – „Less is more” to moje, ale nie tylko moje, ulubione powiedzenie – zaczęła swój wykład doktor Barbara Parda.
Doktor Barbara Parda zwróciła uwagę na świeże badania ultrasonograficzne doktora Jaira Mauricio Ceron Bohorqueza, który jest ekspertem w stosowaniu USG w medycynie estetycznej. We wnioskach do pracy, która pojawiła się w czerwcu tego roku w “Aesthetic Surgery Journal” lekarz pisze m. in., że głębokie warstwy tłuszczowe i powięziowe okolicy skroniowej oraz środkowej części twarzy są połączone ciągłymi szlakami anatomicznymi.
“Magical fat pad”
Jak tłumaczyła podczas XXIV Kongresu PTMEiAA doktor Barbara Parda zespół doktora Bohorqueza, do którego należała grupa cenionych specjalistów (dr Sebastian Cotofana, dr Leonie Schelke, dr Peter Velthuis), zidentyfikował w swojej pracy dodatkowy przedział tłuszczowy. – Znajduje się w okolicy przed-usznej i jest przedłużeniem głębokiego tłuszczu jarzmowego – tłumaczyła doktor Parda.
Badanie USG w medycynie estetycznej doprowadziło więc do małego anatomicznego odkrycia. – Nazywam go czasem „magical fat pad” – zdradziła doktor Barbara Parda. Skąd się wzięła ta nazwa?

– Koledzy w tym badaniu udowodnili, a ja potwierdziłam w swojej praktyce, że ostrzykując pacjenta w okolicy przed-usznej minimalnymi ilościami wypełniacza, uzyskujemy przepiękne efekty nie przepełniając twarzy – mówiła.
Gdzie wędruje igła?
Doktor Barbara Parda zaprezentowała szereg diagnostycznych obrazów USG ze swojej praktyki, aby wytłumaczyć lokalizację “magical fat pad”. – Jeśli będziemy precyzyjnie deponować niewielkie ilości kwasu hialuronowego, to możemy efektownie unieść owal żuchwy a czasami upiększyć też środkową część twarzy – mówiła.
Powstaje jednak pytanie: jak ten zabieg przeprowadzić bezpiecznie? Zdaniem doktor Barbary Pardy możliwe jest to tylko pod kontrolą USG. – Nie wolno nam uszkodzić nerwu twarzowego i nie powinniśmy deponować kwasu hialuronowego w śliniance, bo grożą nam różne konsekwencje kliniczne – ostrzegała.
Jak zauważa, USG w medycynie estetycznej może zwiększyć bezpieczeństwo procedur, które już wykonujemy, ale – jak widać – również poszerzyć wachlarz zabiegowy, którym dysponuje gabinet.
Bezpieczeństwo i anatomia
Gościem specjalnym był podczas XXIV Kongresu doktor Steven Harris, międzynarodowy ekspert, który w Londynie prowadzi m. in. szkolenia w zakresie wykorzystania USG w medycynie estetycznej.
Doktor Edyta Kutera, zapowiadając warsztat z brytyjskim lekarzem, podziękowała firmie Intimex za nowoczesny aparat GE, który umożliwił przeprowadzenie pokazu.
Biegłość doktora Harrisa w posługiwaniu się niewielką, poręczną głowicą i w odczytywaniu obrazów USG wzbudziła uznanie zebranych na sali plenarnej lekarzy.

Swoją prezentacje zaczął od obrazów zdecydowanie nadmiernie wypełnionych twarzy, których mnóstwo można znaleźć w internecie. Przyznał, że w swojej praktyce sporo czasu poświęca na odwracanie tego rodzaju efektów.
– Myślę, że USG w medycynie estetycznej doskonale sprawdza się w leczeniu komplikacji – stwierdził. Jego zdaniem w przypadku wprowadzania nowej metody zabiegowej, czy w codziennej pracy USG na pewno zwiększa precyzję zabiegów. – Natomiast naprawdę zrewolucjonizowała sposób w jaki radzę sobie teraz z powikłaniami – podkreślił jeszcze raz doktor Steven Harris.
Usta pod presją
Zwrócił uwagę na różne rodzaje zniekształceń, którym podlegają usta w gabinetach estetycznych. Przypomniał swoją pracę naukową z “Aesthetic Surgery Journal” z zeszłego roku, w której wraz z grupą lekarzy przyglądał się sposobowi przedstawiania zabiegów powiększania ust w mediach społecznościowych.
– 70 procent prezentowanych na Instagramie zdjęć przedstawia jeden konkretny typ ust. Tymczasem w populacji pacjentów stwierdziliśmy, że tylko 14 procent osób posiada usta zbliżone do tego typu – informował.
Jego zdaniem taki jednolity ideał piękna to jasny sygnał, że musimy lepiej przyjrzeć się temu, jak social media wpływają na nasze wybory i z jakim ryzykiem się to wiąże. Według doktora Stevena Harrisa jest to także dowód na to, jak bardzo te trendy nakręcają oczekiwania pacjentów w gabinetach medycyny estetycznej.
Źródło: Rynek estetyczny / XXIV Kongres PTMEiAA , Intimex