Zadluzenie w branży beauty www Fot 123RF

Życie na kredycie: rośnie zadłużenie w branży beauty

Liczba salonów piękności z roku na rok rośnie, jednak ich właściciele coraz częściej nie radzą sobie ze spłatą zobowiązań. Zadłużenie w tzw. branży beauty – fryzjerów i kosmetyczek – wynosi już niemal 55 mln zł. Oznacza to 14 proc. wzrostu rok od roku. Tak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów (KRD), nie pozostawiają wątpliwości. Zadłużenie w branży beauty stale rośnie i pod koniec 2025 roku notuje najwyższy poziom od kilku lat – dowiadujemy się z informacji opublikowanej przez KRD pod koniec 2025 roku.

Prawie 55 mln zł zadłużenia w branży beauty

Okazuje się, że ponad 3,7 tys. podmiotów działających w branży beauty, czyli zakładów fryzjerskich i kosmetycznych, ma średnio do spłaty 14,7 tys. zł. Łącznie są one winne innym firmom 54,8 mln zł.

Zadluzenie branży beauty 2024
Czytaj też: “Życie na kredycie w branży beauty” , Rynek estetyczny, 2024 r.

W porównaniu do poprzedniego roku zaległości finansowe salonów wzrosły o 14 procent. Stało się tak, mimo rosnącego popytu na usługi fryzjerskie, czy kosmetyczne – zauważa Adam Łącki prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Jego zdaniem powodem mogą być wysokie koszty pracy, ale także ceny surowców i materiałów.

– Szacuje się, że na środki do pielęgnacji skóry czy włosów i na kosmetyki do makijażu trzeba wydać o około 10 procent więcej – informuje. – Do tego dochodzą również rosnące ceny energii i wynajmu lokalu oraz podwyżki dla pracowników – dodaje Adama Łącki.

Branża beauty ma obecnie duże zobowiązania wobec instytucji finansowych (funduszy sekurytyzacyjnych, banków, firm leasingowych i ubezpieczycieli). Zalega im 40,3 mln zł. Znacznie mniej, bo 4,3 mln zł, salony fryzjerskie i kosmetyczne są winne operatorom komórkowym. 2,2 mln zł muszą oddać dostawcom energii, a 1,6 mln zł – zarządcom nieruchomości.

Większa liczba placówek – większa konkurencja

Liczba zakładów kosmetycznych i fryzjerskich w Polsce stale rośnie. Obecnie na rynku funkcjonuje ich około 132 tys. Jak podkreśla Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy, podmioty z branży beauty funkcjonują na bardzo konkurencyjnym rynku.

Bariera wejścia na rynek jest niska, co zachęca do zakładania własnej działalności bez konieczności ponoszenia sporych nakładów na start. To z kolei rodzi dużą konkurencję – tłumaczy. Jak zauważa na założenie tego typu działalności decydują się najczęściej kobiety.

Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ początkujący przedsiębiorcy nie mają wyrobionej renomy i trudniej im zdobyć klientów. Branża ma również problemy ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry – zauważa Sandra Czerwińska. Jak tłumaczy by wykonywać niektóre zabiegi, nie wystarczy skończyć kilku krótkich kursów.

Obniżanie standardów to prosta droga do tego, by szybko zniknąć z rynku. Tyczasem wskaźnik przetrwania nie jest wysoki – informuje ekspertka Rzetelnej Firmy. Okazuje się, że w minionym roku zamknięto aż 5 tys. takich działalności.

Kosztowne odpady i zakaz TPO

Aktualnie obciążeniem dla branży beauty może okazać się konieczność dostosowania się do nowych wymogów regulacyjnych. Od 1 stycznia 2025 r. na salony kosmetyczne, fryzjerskie, stylistów paznokci i barberów nałożono obowiązek rejestracji w Bazie Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami (BDO).

Nowe przepisy, wynikające z rozporządzenia o odpadach, zniosły dotychczasowe zwolnienia, co oznacza, że nawet najmniejsze podmioty wytwarzające odpady niebezpieczne (takie jak tubki po farbach, aerozole, opakowania po lakierach) muszą prowadzić ewidencję i zarejestrować się w BDO. Niespełnienie tego wymogu wiąże się z wysokimi karami finansowymi, zaczynającymi się od 5 tys. zł.

Nie można pominąć faktu, że od 1 września 2025 r. wszedł zakaz stosowania TPO w kosmetykach – substancji używanej w lakierach do paznokci. Nowy wymóg uderzył w te salony, które już zdążyły zrobić zapasy kosmetyków.

Sandra Czerwińska ekspertka Rzetelnej Firmy zwraca uwagę na planowane zmiany legislacyjne, dotyczące działalności usługowej, takie jak na przykład rozszerzenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Jej zdaniem dla wielu salonów beauty, w których zatrudnienie opiera się na umowach zlecenia, czy B2B może to oznaczać konsekwencje finansowe.

Małe salony z największymi problemami

Z danych KRD wynika, że gros dłużników to jednoosobowe działalności gospodarcze. Stanowią one aż 83 proc. wszystkich zadłużonych w branży beauty. Średnie zadłużenie przypadające na jednoosobową działalność gospodarczą wynosi około 14 tys. zł, a więc łącznie najmniejsze podmioty odpowiadają za niemal 44 miliony złotych długu.

Według Sandry Czerwińskiej mikrofirmy dominują w branży beauty, ale jednocześnie są najbardziej narażone na zawirowania finansowe. Pracują na minimalnych marżach, działają lokalnie, często bez rezerw finansowych i wsparcia doradczego.  – To sprawia, że nawet niewielkie wahania, jak wzrost czynszu, wyższe rachunki za prąd, czy potrzeba podwyżek dla pracowników, mogą szybko wpędzić je w kłopoty – zauważa.

Rekordowe długi na Mazowszu i Pomorzu

Jak wynika z danych KRD największe problemy ze spłatą zadłużenia mają firmy działające w województwie mazowieckim. Ponad 700 salonów piękności ma tam 13,7 mln zł długu. Tuż za nimi znalazły się zakłady fryzjerskie i kosmetyczne z Pomorza, gdzie 383 firmy mają do spłaty ponad 6 mln zł. Niechlubne podium zamykają przedsiębiorcy z Wielkopolski – tutaj 354 podmioty muszą oddać łącznie 5,8 mln zł.

Najmniejsze zadłużenie mają salony działające na Podlasiu – 63 podmioty zgromadziły 290,5 tys. zł długu. W województwie opolskim firm z długami jest jeszcze mniej, bo jedynie 47, ale ich łączne zobowiązania są wyższe, osiągnęły poziom 533 tys. zł. Na trzecim miejscu znalazły się kosmetyczki i fryzjerzy z województwa świętokrzyskiego – 56 firm ma do oddania 864 tys. zł

Wysokie koszty źródłem zadłużenia

Adam Łącki prezes KRD Biura Informacji Gospodarczej zwraca uwagę na pewną prawidłowość. Salony kosmetyczne z dużych miast i metropolii mają z reguły większe zadłużenie, podczas gdy te z mniejszych miejscowości, czy regionów radzą sobie lepiej.

Jego zdaniem jednym z powodów takiej sytuacji mogą być wysokie koszty prowadzenia firmy w dużych miastach, gdzie czynsz za lokal jest kilkukrotnie wyższy. Co więcej w dużych miastach pracownicy oczekują lepszych zarobków, a klienci mogą mieć spore wymagania, co oznacza konieczność szybkiego dostosowywania się do ich potrzeb.

W małych miastach jest mniejsza konkurencja i niższa rotacja pracowników, dzięki czemu łatwiej utrzymać rentowność – podsumowuje Adam Łącki. Wprowadzenie nowych regulacji i obowiązków administracyjnych nie pozostaje bez wpływu na kondycję finansową salonów kosmetycznych i fryzjerskich. Zwiększone koszty operacyjne, administracyjne oraz potencjalne kary mogą przekładać się na mniejszą rentowność przedsiębiorstw.

Źródło: Rynek estetyczny / KRD


Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>