Andrzej Ignaciuk: certyfikaty nie dla cwaniaków

Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging (PTMEiAA) wraca do programu certyfikacji lekarzy. Podejmuje też działania przeciw nieuprawnionemu wykonywaniu zabiegów estetycznych. – Przestajemy się bawić, przestajemy apelować, bo apele na nic się zdadzą – mówi w rozmowie z “Rynkiem estetycznym” dr Andrzej Ignaciuk, prezes PTMEiAA.

Rynek estetyczny: – Jaki będzie dalszy los certyfikacji lekarzy?

Andrzej Ignaciuk: – Będzie kontynuowana. Chcemy w lutym zorganizować obowiązkowe szkolenie dla lekarzy certyfikowanych. Certyfikaty pozostają elementem promujących dobrych lekarzy, lekarzy kształcących się, lekarzy, którym zależy na medycynie estetycznej i zależy na tym, żeby medycyna estetyczna nie była efemerydą, tylko żeby stała się pełnoprawną dyscypliną medyczną.

Jako towarzystwo promujemy jakość. Nie wiemy, czy to jest antidotum na wszelkie bolączki medycyny estetycznej, które są, tak jak we wszystkich innych dziedzinach medycyny. Jednak wydaje nam się, że warto spróbować.

– Panie Doktorze, na jakiej zasadzie będą przyznawane te certyfikaty? Wcześniej była taka próba certyfikacji, było pewne grono uznanych lekarzy, które je przyznawało m. in. na podstawie ukończenia Podyplomowej Szkoły Medycyny Estetycznej….

– Tu Pan się myli. Certyfikaty przyznawane są na podstawie ukończenia jakiejkolwiek uznanej szkoły, kształcącej w kierunku medycyny estetycznej, nie tylko naszej, działającej przy PTMEiAA. Nasza szkoła, jako najstarsza tego typu inicjatywa, siłą rzeczy uprawnia do uzyskania certyfikatu, ale dotyczy to również szkół, które mają zatwierdzony konkretny program nauczania.

Nie wchodzą w grę oczywiście takie szkoły zorganizowane przez jakiegoś doktora X, które polegają na – nazwijmy to – krótkim szkoleniu. Nam chodzi o szkoły, które mają jakiś program z prawdziwego zdarzenia, komitet naukowy, które mają jakiś system kształcenia i sprawdzania wiadomości.

– Absolwenci takich szkół mogą się ubiegać o certyfikat?

– Tak, mogą się ubiegać. W grę wchodzą obecnie te same warunki certyfikacji, które były już ustalone wcześniej. Chodzi też m. in. o właściwą postawę etyczną lekarza – jeśli możemy to tak nazwać. Chodzi tu o relacje między lekarzami, o pewne zachowania związane z promocją i autopromocją, które też muszą podlegać jakimś regułom.

Należy podkreślić, że w procesie weryfikacji wstępnej, a następnie corocznej, jednym z najsilniejszych kryteriów oceny lekarzy jest ich kształcenie ustawiczne. Chcemy, żeby lekarze certyfikowani nie tylko byli absolwentami uznanej szkoły medycyny estetycznej, prezentowali odpowiedni poziom etyki promocji, ale przede wszystkim, żeby corocznie uczestniczyli w kongresach, kursach, szkoleniach etc.

– Lekarze teoretycznie nie mogą reklamować swoich usług. W założeniu Naczelna Rada Lekarska reguluje tego typu zachowania…

– Jest to trochę taka sytuacja, że te zachowania wchodzą już w obszar, który wykracza poza kwestie czysto medyczne. Przykładowo niektórzy koledzy mają gabinety oraz również gabinety kosmetyczne. Wówczas, jak wiadomo, reklama w kosmetyce jest traktowana zupełnie inaczej, niż reklama w gabinecie medycyny estetycznej. Czasami więc trudno jasno oddzielić takie działalności.

My nie chcemy takich kolegów karać, bo to ani nie jest możliwe, ani nie mamy takich intencji. Natomiast chcielibyśmy ich jakoś przywoływać do rozsądku. Oczywiście na tyle na ile się da. Każdy przecież i tak zrobi jak będzie chciał. My nie możemy niczego narzucać.

– A wracając do kwestii certyfikatów. Kto będzie teraz decydował o przyznaniu certyfikatu, na jakich to się będzie odbywało zasadach?

– O certyfikatach będzie decydował komitet naukowy, który przecież już jest powołany. Dodatkowo to jest też trochę na tej zasadzie, że jeśli przyznanie certyfikatu uznanemu specjaliście nie podlega wątpliwościom, to zapada taka decyzja.

Warunek przyznania certyfikatu to po pierwsze – wykształcenie. Jak już mówiłem lekarz powinien ukończyć odpowiednią szkołę w kierunku zabiegów z zakresy estetyki lekarskiej.

Następnie ważnymi czynnikami są kwestie etyczne, o których wspominałem. Ważny jest również obowiązek kształcenia permanentnego. Chodzi o to żeby odbyć jeden, czy dwa kursy w ciągu dwóch lat. Konieczne jest również uczestnictwo w kongresach naukowych co najmniej raz na rok.

– Rozumiem, że te warunki się nie zmieniły zbytnio w porównaniu do tego poprzedniego programu certyfikacyjnego?

– Nie zmieniły się. To co będzie miało miejsce w najbliższym czasie, w lutym, to jest obowiązkowy kurs dla certyfikowanych lekarzy, który będzie się odbywał cyklicznie.

– Czyli lekarze certyfikowani będą co pewien czas odbywać kurs?

– Tak, lekarze będą mieli za zadanie taki kurs odbyć. Kursy obowiązkowe będą organizowane przez Komitet Certyfikacyjny. Ich tematyka będzie obejmowała najważniejsze w danym okresie dla lekarzy zagadnienia, a nad jakością będzie czuwał Komitet Naukowy. W corocznej ocenie będzie również wymagane uczestnictwo w innych kursach, konferencjach etc., natomiast kurs obowiązkowy będzie dla nas pewnego rodzaju gwarancją jakości.

Czytaj też. PTMEiAA: Powrót do certyfikatów dla lekarzy?

– Panie doktorze, czy jest jakiś sposób na uregulowanie rynku medycyny estetycznej? Były wcześniej podejmowane próby spisania zasad…

– Nie chciałbym za dużo powiedzieć na obecnym etapie. W tej chwili dzieją się pewne rzeczy, które mogą spowodować konkretne zmiany.

Warto zauważyć, po co wprowadzamy certyfikację. Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę: my nie damy gwarancji, że ktoś jest świetnym ekspertem, bo takiej gwarancji nie ma nawet po zrobieniu specjalizacji. Robi się specjalizację a potem są lekarze lepsi i gorsi. Zakładamy, że mają tą samą wiedzę, bo zdają egzamin specjalizacyjny.

Tak samo to wygląda w przypadku certyfikatów. Lekarze mają określoną wiedzę, ale mogą być lepsi lub gorsi. Nie dajemy gwarancji, że lekarz z certyfikatem to jest “super doktor”. Dajemy natomiast gwarancję, że jest odpowiednio przygotowany do wykonywania zabiegów estetycznych. Może mu się coś nie udać, jak każdemu, ale przynajmniej wiemy, że działa całkowicie świadomie. Chcemy promować takich odpowiedzialnych lekarzy.

Chcemy też poprzez certyfikację dać następujący sygnał mediom i środowiskom pacjentów: “Pytaj do kogo idziesz, pytaj o wykształcenie”.

– Pacjent powinien wiedzieć, że należy mu się jasna informacja o tym, kto ma wykonać i jaki zabieg.

– Więc o to właśnie chodzi. Druga rzecz to próba ujęcia w jakieś ramy tej fantazji ułańskiej niektórych polskich lekarzy w dziedzinie medycyny estetycznej, która jest zdominowana przez indywidualne praktyki. Lekarze wymyślają różne typy działalności, różne typy promocji swoich usług. Chcemy żeby to jednak ciągle była medycyna. Chcemy spróbować wykreować jakieś obowiązujące standardy.

– Była próba stworzenia Kodeksu Dobrych Praktyk…

– Tak, ale do stworzenia Kodeksu Dobrych Praktyk potrzebna jest współpraca wszystkich środowisk, a niestety pomimo wstępnych deklaracji werbalnych tej współpracy nie ma. Jednak wracamy do tej inicjatywy, rozpoczynając od środowiska chirurgów plastyków i zobaczymy.

Na razie skuteczne opracowanie takiego wspólnego dla różnych lekarzy, zajmujących się estetyką lekarską dokumentu nie jest niestety możliwe. Są środowiska, które nie bardzo mają ochotę na uczestnictwo w takiej inicjatywie.

Czytaj też. Powstaje kodeks dobrych praktyk lekarskich w estetyce

– W ramach PTMEiAA będzie podejmowana próba opisania w jakich ramach medycyna estetyczna pozostaje jeszcze medycyną?

– Wie Pan, to zawsze będzie medycyna. My nie próbujemy opisywać czegoś, co jest od lat zdefiniowane i opisane. Medycyna estetyczna w naszym rozumieniu ma swoje ramy, swoje procedury postępowania oraz zasady funkcjonowania w tej dziedzinie.

Nam bardziej zależy na tym, żeby rzucać światło na te pozytywne elementy funkcjonowania gabinetów medycyny estetycznej, które są zgodne z Kodeksem Etyki Lekarskiej, które są zgodne z przysięgą Hipokratesa, które promują wykształcenie, solidność, rzetelność, a stawiają w złym świetle wszelkie próby – przepraszam za określenie – cwaniactwa.

– Pan dr Waldemar Jankowiak, wiceprezes PTMEiAA podczas konferencji prasowej przed ostatnim Międzynarodowym Kongresem Medycyny Estetycznej i Anti-Aging zwracał uwagę, że Kodeks Etyki Lekarskiej mógłby być jakimś lekiem na bolączki medycyny estetycznej w naszym kraju…

– Myślę, że Kodeks Etyki Lekarskiej mógłby być lekiem na liczne bolączki całej służby zdrowia. Nie uważam, żeby medycyna estetyczna cierpiała jakoś szczególnie bardziej, niż inne dziedziny medycyny.

W naszych gabinetach dostępne są najwyższej jakości urządzenia, lasery, stosowane są najwyższej jakości preparaty. Wiele naszych gabinetów mogłoby bez wstydu stanąć w Los Angeles, czego nie można powiedzieć o wielu naszych np. szpitalach.

Musimy jednak też zdawać sobie sprawę z czegoś innego, co jest bardzo istotne. Nasz kraj, jako taki, jest ciągle na dorobku. Na pewno “zieloną wyspą” nie jesteśmy, nie ma się co oszukiwać. W tym kraju ochrona zdrowia ma mnóstwo problemów naprawdę żywotnych, ważnych dla dziesiątek milionów pacjentów.

Czy możemy oczekiwać, że decydenci odłożą to wszystko żeby zająć się medycyną estetyczną? Przecież wydaje się, że jest to stosunkowo mały problem. Może on i nie jest wielki, ale warto zauważyć, że dotyczy już paru tysięcy lekarzy, a to trzeba brać pod uwagę. Tymczasem w związku z tym, że medycyna estetyczna nie jest specjalizacją ma ciągle trudności z oficjalnym umiejscowieniem się w świadomości i w systemie. Co za tym idzie decydentom trudno się więc zająć czymś, co się wydaje takie ulotne.

Moim zdaniem ta sytuacja będzie się zmieniać i pewne rzeczy zostaną uregulowane.

– Chciałem jeszcze wrócić do tematu certyfikatów. Wcześniej było około 100 certyfikowanych lekarzy. Ilu obecnie jest kandydatów?

– Teraz mamy około 40 kandydatów do certyfikacji. Wydaje mi się, że ta inicjatywa to element, który może część kolegów pozytywnie inspirować. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Certyfikacja pozwala też zwrócić uwagę pacjentom na to, żeby zachowali większą ostrożność, nie decydowali się na zabiegi w gabinetach “pierwszych z brzegu”. Pacjenci na ogół dobrze wiedzą, że to może być niebezpieczne, ale czasami wydaje mi się jakby o tym zapominali.

– Są plany, żeby przeciwdziałać takim ryzykownym sytuacjom?

– Weźmy kwestię kosmetyczek, wykonujących zabiegi medyczne. Ta sprawa jest już trochę ograna. Co istotniejsze prowadzimy już konkretne działania zaradcze. Polegają one m. in. na namawianiu Naczelnej Rady Lekarskiej do występowania przeciw firmom, szkolącym kosmetyczki, które praktykują oficjalnie to, czego nie powinny. Mamy to już ustalone i zaczynamy działać. Przestajemy się bawić, przestajemy apelować, bo apele na nic się zdadzą.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
“Kurze łapki”: Nie śmiać się, czy wypełniać

Żeby ich nie mieć, trzeba by przejść przez życie bez jednego uśmiechu a nawet zrezygnować z mimiki twarzy. Sposobów na niwelowanie zmarszczek w kącikach oczu...

Zamknij