Powstała naukowa publikacja, autorstwa siedmiorga międzynarodowych autorytetów w dziedzinie “medycyna estetyczna”, wśród których znalazła się włoska doktor Editta Buttura da Pratto specjalista chirurgii szczękowo-twarzowej, ekspert w dziedzinie medycyny estetycznej, konsultant naukowy, międzynarodowy lider opinii i trener.
Katarzyna Klimont (KK): – Jak narodził się pomysł na publikację poświęconą medycynie, pięknu i etyce?
Editta Buttura (EB): – Zaczęło się od rozmowy w gronie lekarzy, wykładowców. Spotkaliśmy się zresztą podczas wydarzenia zorganizowanego przez IBSA. Wówczas zaczęliśmy dyskutować nad kwestiami etyki w medycynie estetycznej. IBSA zdecydowała się wesprzeć powstanie publikacji. Pomogli naszej grupie skupić się na temacie, ugościli, wzięli pod swe skrzydła, umożliwili pozostanie w kontakcie.
KK: – Autorami publikacji „Medycyna EstEtyczna: Międzynarodowy dialog na temat powiązań między medycyną, pięknem i etyką” jest pięcioro uznanych lekarzy, ekspertów w swoich dziedzinach: dr Emanuele Bartoletti, dr Hugues Cartier, dr Andrea Margara, dr Beatriz Molina, dr Antonello Tateo, prof. Antonio Gioacchino Spagnolo oraz Pani…
EB:– Przychodzimy z różnych stron, mamy za sobą inne doświadczenia. Każde z nas pracowało nad innym aspektem problematyki „wellness”, „wellbeing” i „beauty”. Na początek wzięliśmy na tapet zagadnienia związane z właściwym podejściem do pacjenta w kontekście jego satysfakcji z zabiegów oraz jego nastawienia do nich.
Zastanawialiśmy się nad sytuacjami w których trzeba powiedzieć „nie”. Wielu z nas obawia się utraty pacjentów. Z drugiej strony nie możemy stawiać się w roli, w której ktoś przychodzi i mówi: „poproszę dwa kilo pomarańczy” a my je dostarczamy i tyle.
KK: – Czyli lekarz nie powinien być sprzedawcą.
EB: – Dokładnie. Kluczowa jest zasada „primum non nocere”. Musimy dbać o pacjenta. Może on odsłonić się przed nami, podzielić swoimi problemami i wskazać, co chciałby naprawić. Na nas natomiast ciąży odpowiedzialność za rozpoznanie realnych potrzeb pacjenta, ustalenie z nim nie tyle czego chce, ale czego naprawdę potrzebuje i do czego lekarz może się zobowiązać.
KK: – Być może chodzi o zdarzenie oczekiwań pacjenta, które rodzą się w jej lub jego umyśle z rzeczywistą potrzebą, która różni się od oczekiwań.
EB: – Inaczej mówiąc pacjenci przychodzą z pytaniami. My mamy znaleźć właściwe odpowiedzi. Odpowiedzią mogą być procedury, ale nie tylko. Musimy dokonać wyboru właściwych narzędzi i preparatów. Zadawaliśmy sobie wiele pytań i nie chodziło o konkretne produkty, czy firmę. Dzięki temu powstała poważna publikacja naukowa z dziedziny etyki i bioetyki.
To chyba pierwszy taki przypadek, żeby firma wspierała inicjatywę dotyczącą etyki w świecie medycyny estetycznej. IBSA to zrobiła i robi nadal. Jednocześnie jest to ważne osiągnięcie dla nas, jako lekarzy związanych z estetyką.
Daniel Mieczkowski (DM): – Dlaczego etyka jest istotna w tej dziedzinie jaką jest medycyna estetyczna?
EB: – Znaczenie etyki wzrasta wraz ze wzrostem liczby dostępnych procedur oraz powikłań po zabiegach. Zrozumieliśmy, że wiele komplikacji jest spowodowanych po prostu złym doborem, zaplanowaniem i wykonaniem zabiegu. Mówiąc ogólnie jeżeli odpowiedź na pytania, z którymi pacjenci przychodzą do gabinetu, będzie błędna, to pojawią się problemy. Zatem etyka ma też znaczenie praktyczne.
DM: – W publikacji „Medycyna EstEtyczna”, o której rozmawiamy napisała pani rozdział o tym, jak wsłuchiwać się w głos pacjentów. Co ciekawe mówiła Pani, że to wcale nie oznacza, że lekarz musi robić to, co pacjent mówi…
EB: – Kiedy słuchasz pacjenta bardzo pomocne jest właściwe zrozumienie tego, co realnie możesz mu zaproponować. Jeżeli chcemy uzyskać sukces w terapii, powinniśmy zrozumieć co jest prawdziwym problemem, z którym człowiek do nas przychodzi.
Czasami pacjenci proszą o coś, ale mają na myśli inny efekt. Być może też wstydzą się zapytać wprost. Czasami trzeba wyciągnąć od nich prawdziwą potrzebę. Z drugiej strony są pacjenci, którzy wchodzą i od razy mówią, chcę skorygować to, to i to, ale być może wcale nie potrzebują tych zmian.
Słuchanie pacjenta oznacza empatię, zaangażowanie i tworzenie relacji, żeby naprawdę zrozumieć jego potrzeby. Czasami ludzie czują, że są inni, niż wyglądają. Pojawiają się też pacjenci przesadnie „zrobieni”, z syndromem „przepełnionej twarzy”, w przypadku których kontynuowanie zabiegów nie wydaje się wskazane. Jednak czasami przychodzą z myślą o tym, żeby zawrócić z tej drogi.
KK: – Chcą się uwolnić z tego zaklętego kręgu?
EB: – Tak. Jeżeli ich wysłuchamy, zrozumiemy, że często cierpią z różnych powodów. Zresztą coraz częściej, kiedy rozmawiamy o pacjentach w gronie ekspertów, pojawia się temat procedur, mających na celu odwracanie efektów zabiegów, rozpuszczanie preparatów.
Znam przypadki kiedy lekarz stawia pacjenta przed wyborem: „rozpuszczamy wszystko i dopiero wówczas podejmę się terapii”. Uważam, że to nie jest etyczne podejście, tak samo jak nieetyczne jest wykonywanie procedur, które prowadzą do przesadnej korekcji.
KK: – Co w takim razie należy zrobić?
EB: – Moim zdaniem trzeba dokonywać zabiegów odwracających efekty przesadnych korekcji w sposób przemyślany, żeby nie narażać pacjenta na powikłania po hialuronidazie oraz koszty związane z szybko mnożącą się liczbą zabiegów, potrzebnych do odbudowy naturalnego wyglądu. Należy przeanalizować twarz pacjenta i starać się rozpuszczać te objętości, które pracują w nieprawidłowy sposób.
Przykładowo jeśli osoba nie jest w stanie w pełni się uśmiechnąć, oznacza to, że ma nadmiar wypełniacza w środkowej części twarzy. Kiedy delikatnie rozpuścimy objętość preparatu, która blokuje działanie mięśni dźwigaczy, wówczas mamy problem rozwiązany. Trzeba być gotowym na kompromisy. Nie da się używać tylko białego i tylko czarnego koloru. Trzeba wykorzystać szarości.
Dziękujemy za rozmowę
Chcesz wiedzieć więcej?
Ten i wiele innych ciekawych artykułów nt. medycyny estetycznej do przeczytania w numerze „Rynku estetycznego”.
Prenumeratorów zapraszamy do korzystania z e-WYDANIA