Prof. Kazimierz Kobus: dzisiaj chirurdzy mają szersze możliwości

Kiedy myślę o swojej pracy, mam taką refleksję: za wcześnie się urodziłem. W latach 60. i 70. było bardzo trudno nawiązywać i utrzymywać kontakty naukowe i zawodowe z Europą, a co dopiero ze światem – mówi prof. Kazimierz Kobus, znany i ceniony chirurg plastyk, wieloletni szef renomowanej Kliniki Chirurgii Plastycznej w Polanicy.

Prof. Kazimierz Kobus przekonuje w wywiadzie dla Kuriera Porannego, że dzisiaj jego doktoranci, kiedy dowiadują się o jakimś ważnym wydarzeniu w ich dziedzinie medycyny, na przykład w Kanadzie, to po prostu tam lecą. Wcześniej takich możliwości nie było, choć profesor przyznaje, że i tak miał sporo zawodowego szczęścia.

Jak opowiada skończył chirurgię ogólną, a że interesował się chirurgią rekonstrukcyjną twarzy, pojechał do Polanicy. Został przyjęty do znanej już wtedy kliniki prowadzonej przez ówczesnego doktora, a późniejszego profesora Michała Kraussa. – Pojechałem do Polanicy na trochę, zostałem na zawsze – wspomina prof. Kobus.

Według niego to był wspaniały okres dla polskiej chirurgii plastycznej. Profesor Krauss zajmował się chirurgią rekonstrukcyjną, mającą m.in. na celu likwidację skutków obrażeń wojennych. Kiedy Kazimierz Kobus dołączył do tego zespołu, korygowano tam między innymi wady wrodzone, jak na przykład rozszczepy wargi i podniebienia, zmiany będące skutkiem chorób i operacji onkologicznych, wypadków, ciężkich oparzeń.

Jak tłumaczy prof. Kobus chirurgia plastyczna, rekonstrukcyjna, to dziedzina medycyny, wymagająca od lekarza nie tylko ogromnej precyzji, ale też umiejętności i wiedzy właściwej wszystkim innym specjalizacjom. Z ulgą mówi o tym, że na szczęście mógł bywać, choć nie tak często jak by chciał, w liczących się ośrodkach: we Francji, Anglii, Szwajcarii czy USA, gdzie wiele się nauczył.

– Lata 60. i 70. XX wieku to bardzo dobry okres dla polskiej chirurgii plastycznej, bo później inni mieli czego uczyć się od nas – komentuje Prof. Kobus.

Zwraca też uwagę na rozwój technik operacyjnych, który pozwala dzisiaj na przeprowadzanie bardzo precyzyjnych, skomplikowanych zabiegów. Prof. opowiada o swojej wizycie w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu gdzie chirurdzy pod okiem dyrektora lecznicy prof. Wojciecha Witkiewicza pracują za pomocą robota chirurgicznego da Vinci.

– Manipulatory wykluczające ryzyko, że chirurgowi zadrży ręka; obraz pola operacyjnego powiększony dziesięciokrotnie; przy odpowiednim zaprogramowaniu można zespalać naczynia o przekroju 0,1-0,2 mm – wylicza zalety robota prof. Kazimierza Kobus. Dodaje, że taki robot w Polsce jest tylko we Wrocławiu i na dodatek prof. Witkiewicz ma wciąż problem choćby finansowania operacji dokonywanych za pomocą da Vinci.

Prof. Kobus przyznaje, że koszty operacji robotem są większe, niż operacji tradycyjnych, jednak jego zdaniem do minimum spada ryzyko powikłań, pacjent jest krócej hospitalizowany, a więc per saldo jest taniej.

W wywiadzie opublikowanym w naszym portalu Korekta nosa, Face lifting, powiększanie piersi najpopularniejsze! prof. Kobus zwracał uwagę na fakt, że  stale rośnie liczba chętnych do przeprowadzania operacji o charakterze kosmetycznym, poprawiających wygląd, czy też usuwających oznaki starzenia. Zdaniem prof. jest to obecnie bardzo istotny dział chirurgii plastycznej.

– To dzieje się nie tylko w Polsce, ale na całym świecie – mówił w wywiadzie w portalu rynekestetyczny.pl. Jego zdaniem taka sytuacja wynika między innymi z faktu, że nasze społeczeństwo jest coraz bardziej zamożne. Zwracał uwagę, że operacje plastyczne estetyczne są przecież zabiegami w pełni odpłatnymi, nikt tych operacji nie refunduje, nigdzie na świecie.

 

Źródło: Kurier Poranny, Rynekestetyczny.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Operacje plastyczne: wyniki zależą od specjalisty

Według brytyjskich badań, co piąta osoba, która poddała się operacji plastycznej jest niezadowolona ze swojego wyglądu.

Zamknij