Komplikacje po niezarejestrowanych preparatach, których składową jest toksyna botulinowa mogą być poważne a nawet zagrażać życiu – ostrzegała prof. Agnieszka Owczarczyk-Saczonek podczas wykładu na kwietniowej konferencji IADE Toxins w Warszawie. – Jest problem z podróbkami, które są dostępne w internecie – wtórował jej prof. Syed Haq z Wielkiej Brytanii.
Prof. dr hab. n. med. Agnieszka Owczarczyk-Saczonek kierownik Katedry i Kliniki Dermatologii, Chorób Przenoszonych Drogą Płciową i Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego przedstawiła szereg przypadków pacjentów z komplikacjami po nierejestrowanych produktach, których główną składową była toksyna botulinowa.
Opowiedziała o problemach z którymi musiała sobie radzić ona i jej pacjenci – od lżejszych po poważne przypadki martwicy skóry i botulizmu. Zdradziła, że głównymi problemami były podrobione produkty a także sposoby wykonania zabiegów w salonach kosmetycznych, czy nawet przez przypadkowe osoby w domach.
Trzeba ostrzegać
Zdaniem prof. Agnieszki Owczarczyk-Saczonek powstała istotna potrzeba ostrzegania pacjentów przed ryzykiem związanym z podrabianymi produktami medycznymi. Według niej zagrożeniem mogą być też niekompetentne osoby, biorące się za procedury lekarskie.
Nie jest to zresztą jedynie Polska specyfika. Pani profesor przywołała statystyki brytyjskiej Joint Council for Cosmetics Practitioners. Okazuje się, że w UK 45 proc. iniekcji z toksyna botulinowa wykonywanych jest w gabinetach lekarskich, 26 proc. w salonach piękności a 26 proc. w domach pacjentów.
Doktor Magdalena Korwin podkreślała, że również lekarze powinni mieć na uwadze bezpieczeństwo swoich pacjentów i korzystać w swojej pracy ze sprawdzonych produktów i źródeł.
Międzynarodowy problem z podróbkami
Prof. Syed Haq podczas IADE Toxins przyznawał, że istnieje poważny problem z podróbkami preparatów, których bazą powinna być toksyna botulinowa. Według eksperta można je kupić w internecie.
Przypomniał o analizach prof. Andy’ego Picketa, dotyczących preparatów z toksyną dostępnych w sieci:

– Dam wam przykład jednej z tzw. „chinatox”: zawierała dawkę 25 tysięcy razy większą od normalnej – opowiadał. – Podejrzewam, że można by tym nawet kogoś zabić i to jednym zastrzykiem – dodał. Z drugiej strony niektóre z internetowych toksyn, badanych przez prof. Picketa nie zawierały praktycznie nic, co by działało.
Prof. Syed Haq ostrzegał, że nierejestrowane preparaty zwykle zawierają substancje, które mogą powodować komplikacje. Zwrócił uwagę, że od czasu rosyjskiej agresji w Ukrainie pojawił się problem z dodawaniem HSA (Human Serum Albumin) do preparatów, których podstawowym składnikiem jest toksyna botulinowa. – Zwykle jest to HSA, która jest podatne na zanieczyszczenia – tłumaczył. (…)
Zatrzymano handlarza toksyną
Warto przypomnieć, że w marcu tego roku policjanci ze stołecznego Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą zatrzymali 46-letniego mężczyznę pod zarzutem nielegalnego prowadzenie wysyłkowej sprzedaży preparatów, których toksyna botulinowa była głównym składnikiem.
Informowaliśmy wówczas o tym w portalu rynekestyczny.pl.

Policjanci znaleźli opakowania tego typu produktów, ampułki z solą fizjologiczną, leki zarejestrowane na Ukrainie i niedopuszczone do obrotu na terenie Polski…
Cały artykuł do przeczytania w e-wydaniu “Rynku estetycznego“
Źródło: Rynek estetyczny / IADE Toxins
Chcesz wiedzieć więcej?
Ten i wiele innych ciekawych artykułów nt. medycyny estetycznej do przeczytania w numerze „Rynku estetycznego”.
Prenumeratorów zapraszamy do korzystania z e-WYDANIA