Zbadano polski rynek medycyny estetycznej

W pierwszym w Polsce profesjonalnym badaniu rynku zabiegów z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej udział wzięło ponad 2000 respondentów. Okazało się m. in. że 2,3 proc. dorosłych mieszkańców naszego kraju poddało się co najmniej jednemu zabiegowi. To około 600 tys. osób

Badanie rynku zostało wykonane przez profesjonalną firmę analityczną BCMM na zlecenie Galderma Polska. W badaniu wzięło udział ponad 2000 respondentów. 1600 osób to była reprezentatywna próba mieszkańców Polski w wieku 18-65 lat. Dodatkowe pytania zadano 450 respondentom deklarującym korzystanie z zabiegów z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej.

Trudno pójść do przodu nie wiedząc jakie na dzisiaj są doświadczenia polskich pacjentów, jakie są ich oczekiwania i obawy. Stąd pomysł na przeprowadzanie badań na szeroką skalę – mówił Robert Bitner, dyrektor Galderma Polska podczas konferencji prasowej, na której prezentowano wyniki (6 listopada).

Okazało się, że 2,3 proc dorosłych mieszkańców Polski wykonało jakikolwiek zabieg z wykorzystaniem kwasu hialuronowego lub toksyny botulinowej. Co za tym idzie można uznać, że z tych zabiegów skorzystało około 600 tys. osób.  – Tak duży jest ten rynek – komentowała Mira Frączek, analityk z BCMM. Na dodatek aż 96 proc. osób, korzystających z medycyny estetycznej jest zadowolonych z efektów zabiegów a 88 proc. myśli o poddaniu się kolejnym.

Co więcej z badania wynika też, że 22 proc. osób pytana o to jak ogólnie określiłaby swój stosunek do zabiegów z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej, określiła się mianem zwolenników tych procedur upiększających. To zwiększałoby potencjał rynku aż do około 5,7 mln osób w samej Polsce.

Zaskakujące wyniki

To pierwsze duże konsumenckie badanie w Polsce na ten temat. Sporo rzeczy mnie zaskoczyło – przyznała Mira Frączek, która była zaangażowana w przeprowadzenie badań w BCMM. Pierwsza rzecz, która zwróciła jej uwagę, to bardzo szeroka znajomość zabiegów z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i botoksu w polskim społeczeństwie.

Zaskoczyła ją również relatywnie duża akceptacja dla procedur estetycznych z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej. – Mieliśmy tylko 28 proc. przeciwników tego typu zabiegów – dziwiła się Mira Frączek. Jak dodała, spodziewała się, że wśród osób, które poddają się tego typu procedurom będą głównie kobiety, tymczasem w tej grupie znalazło się aż 16 proc. mężczyzn.

Jednak w porównaniu z Europą ten odsetek mężczyzn w Polsce nie jest duży – komentowała Barbara Walkiewicz-Cyrańska, prezes Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych, która również wzięła udział w konferencji prasowej. – Co prawda panów jest coraz więcej w gabinetach i to widać, szczególnie na przestrzeni ostatnich pięciu lat, jednak jest to ciągle zjawisko niszowe – mówiła.

Aneta Zwolińska, szefowa marketingu w Galderma Polska była najbardziej zaskoczona tym, że aż 88 proc. Polaków zna zabiegi z wykorzystaniem toksyny botulinowej. – Wbrew pozorom te zabiegi są postrzegane przede wszystkim jako poprawiające samopoczucie, poprawiające jakość skóry a dopiero w dalszej perspektywie jako przeciwzmarszczkowe – dziwiła się.

Możliwe, że aktualną popularność zabiegów w Polsce zawdzięczamy filmowi „Botoks”, który to pojęcie mocno wypromował – żartowała Mira Frączek.

Wiemy kim są pacjenci

Z badań wynika, że wśród osób korzystających z zabiegów z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej dominują kobiety, jednak aż 16 proc. użytkowników to mężczyźni. – Spodziewaliśmy się, że będą to głównie panie po 35 roku życia i badanie to potwierdziło – mówiła Mira Frączek.

W grupie osób korzystających z zabiegów 30 proc. mieści się w przedziale 35-44 lata, 24 proc. to przedział wiekowy 45-54 lat a 28 proc. – 55-65 lat. Z badania wynika, że z iniekcji estetycznych korzysta też sporo osób przed 34 rokiem życia. 13 proc. użytkowników znajduje się w przedziale wiekowym 25-34 lata i co zaskakujące 8 proc. stanowią pacjenci w wieku 18-24 lata.

Poza tym badania wskazują, że z zabiegów medycyny estetycznej korzystają raczej osoby z wyższym lub co najmniej średnim wykształceniem. Na ogół są to mieszkańcy większych miast powyżej 50 tys. mieszkańców, którzy prowadzą stosunkowo zamożne gospodarstwa domowe z dochodami przekraczającymi 5 tys. zł netto.

Okazuje się, że osoby, które korzystają z zabiegów częściej, niż ogół Polaków starają się dbać o siebie – informowała analityk z BCMM. Przykładowo do ćwiczeń i uprawiania sportu przyznaje się aż 72 proc. użytkowników medycyny estetycznej, podczas gdy wśród ogółu Polaków jest to odsetek na poziomie 49 proc. Podobnie jest w przypadku zdrowej diety. 75 proc. pacjentów gabinetów deklaruje zdrowe odżywianie się. W społeczeństwie do takich starań przyznaje się 46 proc. osób.

Zadowoleni z wyglądu

Co ciekawe nasi rodacy w większości są zadowoleni ze swojego wyglądu. Niemal 70 proc. Polaków tak twierdzi. Przy czym wśród użytkowników zabiegów estetycznych odsetek osób zadowolonych z tego, jak wyglądają jest jeszcze wyższy i wynosi aż 78 proc.

Bardzo lubię te wyniki badań. Okazuje się, że jesteśmy społeczeństwem, które akceptuje swój wygląd – komentowała Mira Frączak.

To częsta sytuacja w gabinecie, że kiedy rozpoczyna się wizyta i pytam w czym mogę pomóc, proszę wziąć lusterko, czy coś Pani przeszkadza, pojawia się odpowiedź: generalnie wszystko jest Ok. – dzieliła się swoimi doświadczeniami dermatolog Barbara Walkiewicz-Cyrańska. Po co więc ludzie przychodzą do gabinetów?

Kobiety mówią na przykład, że akceptują siebie, ale….. Przykładowo koleżanka coś zrobiła i wygląda naturalnie, zdrowiej i lepiej – mówiła lekarka. – Mężczyźni przykładowo często mówią, że nic szczególnego nie chcą poprawiać, ale żona im kazała, więc przyszli – opowiadała Barbara Walkiewicz-Cyrańska.

Co skłania do zabiegu

Według badań główną motywacją do poddania się zabiegowi z wykorzystaniem kwasu hialuronowego lub toksyny botulinowej nie jest wcale poprawa wyglądu. Zdecydowanie ponad połowa pacjentów gabinetów (58 proc.) stwierdziła, że powodem była chęć poprawy swojego samopoczucia.

Następnym ważnym powodem decyzji o poddaniu się zabiegowi było dążenie do tego, żeby poczuć się bardziej atrakcyjnie (40 proc.) oraz żeby wyglądać bardziej estetycznie i podkreślić że dbam o siebie (39 proc.). Kolejnymi bardzo ważnymi czynnikami skłaniającymi pacjentów do wybrania się do gabinetu było podwyższenie własnej samooceny i samoakceptacji (29 proc.) a także dodanie pewności siebie (26 proc.).

Estetyka też okazała się być istotna. Sporo osób zdecydowało się wybrać do gabinetu ze względu na chęć zmiany wyrazu twarzy np. na bardziej łagodny lub na bardziej przyjazny itp. (23 proc.). Co ciekawe 12 proc. respondentów przyznało się, że wybrało się na zabieg po to, żeby podobać się partnerce lub partnerowi. – Głównie takiej odpowiedzi udzielali mężczyźni – komentowała analityk z BCMM. Badania potwierdziły obserwację praktyka – Barbary Walkiewicz-Cyrańskiej.

Impulsy i obawy

Okazało się, że impulsy do decyzji o poddaniu się zabiegowi znacznie różnią się w przypadku kobiet i mężczyzn. Aż 24 proc. kobiet, korzystających z medycyny estetycznej przyznało, że głównym impulsem do sięgnięcia po to rozwiązanie był wygląd zaprzyjaźnionej lub bliskiej osoby, która poddała się takiej procedurze. Czyli znowu słuszna okazała się być obserwacja doktor Barbary Walkiewicz-Cyrańskiej. Jednak do takiej motywacji przyznało się zaledwie 14 proc. panów.

Z kolei mężczyźni dużo częściej decydowali się na iniekcje z kwasu hialuronowego lub toksyny botulinowej pod wpływem presji związanej ze zbliżającym się, ważnym dla nich wydarzeniem takim jak np. okrągłe urodziny, czy spotkanie klasowe po latach. Przyznało się do tego 24 proc. panów podczas, gdy tego typu zachowanie wystąpiło tylko u 10 proc. pań.

Z badań wynika, że główne obawy, które martwią osoby przed podjęciem decyzji o poddaniu się zabiegowi z kwasem hialuronowym lub toksyną botulinową to strach przed bólem (42 proc.) i przed możliwymi powikłaniami (37 proc.). Okazało się, że bardzo ważny czynnikiem zniechęcającym do decyzji o zabiegu jest możliwość sztucznego wyglądu po iniekcji (34 proc.). Z kolei aż 25 proc. osób obawia się, że zabieg nie przyniesie żadnych efektów. Jest też grupa potencjalnych pacjentów, która obawia się, że po procedurze nie mogłaby wychodzić z domu przez dłuższy czas (14 proc.).

Aneta Zwolińska żartowała podczas konferencji prasowej, że ci którzy poddają się zabiegom dzielą się na trzy grupy. Pierwsza grupa nie mówi o tym nikomu. Druga grupa wręcz demonstracyjnie obnosi się z efektami swoich zabiegów, które są różne. Wreszcie trzecia grupa obawia się poddać zabiegom patrząc na zachowanie drugiej grupy. – Tego nie było w badaniu – zastrzegała.

Kto wstrzykuje i dlaczego

Badacze zapytali respondentów, kto w ich przypadku wykonywał zabiegi z wykorzystaniem kwasu hialuronowego lub toksyny botulinowej. Okazało się, że w przypadku 57 proc. badanych byli to lekarze różnych specjalności, 21 proc. osób było u kosmetologa a 22 proc. u kosmetyczki.

Z jednaj strony bezpieczeństwo jest dla nas bardzo ważne, a z drugiej strony 43 proc. osób wykonuje zabiegi u kosmetyczki lub u kosmetologa. Dlaczego tak się dzieje? – pytała prowadząca konferencję prasową Paulina Sykut-Jeżyna.

Wydaje mi się, że ten wynik badania pokazuje stan świadomości pacjentów, konsumentów, która jest budowana przez wiedzę i przez własne doświadczenie – komentował Robert Bitner. Jego zdaniem jeżeli chodzi o fakty to nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z zabiegiem ewidentnie medycznym. – Podanie toksyny botulinowej, czyli leku, bądź podanie kwasu hialuronowego, czyli implantu, wyrobu medycznego pod skórę to bez wątpliwości jest zabieg medyczny a nie zabieg kosmetyczny – stwierdził.

Z drugiej strony zwrócił uwagę, że osoba poddawana tego typu zabiegowi jest zdrowa. Jak zauważył to jest w medycynie bardzo rzadkie, że wykonuje się procedurę medyczną osobie zdrowej. – Podobne działanie, które mi przychodzi do głowy to np. laserowa korekcja wady wzroku. Wada wzroku to nie jest choroba, wynika z długości gałki ocznej i krzywizny rogówki, niemniej idąc na taki zabieg nikomu do głowy nie przyjdzie, żeby nie wykonywał go nieokulista – tłumaczył Robert Bitner. – Optyk nie dotyka się do chirurgii refrakcyjnej – dodał.

Według niego w medycynie estetycznej funkcjonuje rodzaj paradoksu: – Mamy zabieg medyczny, ale osoba często nie ma poczucia, że jest pacjentem, tylko konsumentem, ponieważ jest zdrowa – wyjaśniał i tłumaczył, że na świadomość użytkowników zabiegów estetycznych nakłada się poza wiedzą, którą można zdobyć, jeszcze doświadczenie osobiste.

To doświadczenie zaczyna się zwykle od pielęgnacji skóry w domu, potem np. mama prowadzi córkę do kosmetyczki, która wykonuje profesjonalną pielęgnację skóry. Przez lata nawiązuje się relacja, często oparta na zaufaniu i po pewnym czasie przychodzi ten moment, że warto by już zrobić zabieg medyczny – mówił dyrektor Galderma Polska. Podkreślił, że to jest moment, w którym odpowiedzialność spoczywa na kosmetyczce.

Czy powie, że tutaj jej rola się kończy, trzeba się wybrać do gabinetu lekarskiego, czy też zdecyduje się na wykonanie takiego zabiegu – mówił. Przyznał, że nie jest to procedura zbyt skomplikowana technicznie, jednak dodał, że niesie ze sobą ogromną odpowiedzialność. – Bez wiedzy m.in. na temat anatomii twarzy można pacjentce zrobić ogromną krzywdę – ostrzegał.

Jego zdaniem kolejną ważną składową doświadczenia osobistego pacjenta jest wrażenie z gabinetu lekarskiego. Czy miał to szczęście, że przed zabiegiem został u niego przeprowadzony wywiad medyczny, że założono mu dokumentację, że lekarz przedyskutował z nim plan postępowania zabiegowego, czy zabieg był wykonywany w warunkach sterylnych. – To wszystko buduje świadomość i rozróżnienie między kosmetyczką a lekarzem – podkreślał Robert Bitner.

Niestety można sobie wyobrazić, co zdarza się w medycynie estetycznej, że pacjent trafi do gabinetu, gdzie jest np. aktualnie promocja: „Kup wypełniacz x, to dostaniesz sukienkę designera y” – ubolewał. Według niego jeżeli pacjent trafi w takie miejsce, to postawa lekarza buduje jego świadomość. Jeżeli lekarz nie zachowuje się, jak lekarz, to trudno oczekiwać, żeby pacjent odniósł wrażenie że, przyszedł na zabieg medyczny.

Będzie przekonany, że przyszedł jako konsument na tego rodzaju usługę jak np. u fryzjera, czy kosmetyczki – tłumaczył dyrektor Galdermy. – Z tej perspektywy patrząc wydaje mi się, że ustanowienie i przestrzeganie standardów wykonywania zabiegów medycyny estetycznej ma ogromny sens z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta oraz budowania świadomości gdzie tego typu zabiegi należy wykonywać – podsumował.

W styczniowym numerze magazynu „Rynek estetyczny” zaprezentujemy szerszą analizę wyników badań rynku zabiegów z wykorzystaniem kwasu hialuronowego i toksyny botulinowej.

Źródło: rynekestetyczny.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Vademecum terapii laserowych

W dniach 16-18 listopada w Warszawie i Wrocławiu odbędą się warsztaty medyczne, obejmujące szerokie spektrum terapii laserowych w medycynie estetycznej. Szkolenia przeprowadzą znani eksperci z...

Zamknij