Wypełniacze: ryzykowne okolice

Minimalny czas rekonwalescencji, szybki powrót pacjenta do normalnego funkcjonowania i efekt widoczny zaraz po zabiegu – to główne przyczyny popularności wypełniaczy zdaniem dra Jacka F. Scheuera i zespołu lekarzy związanych z Oddziałem Chirurgii Plastycznej University of Texas Southwestern Medical Center w USA. W swoim artykule ostrzegają przed iniekcjami w niebezpiecznych anatomicznie okolicach

W Europie, ale już także w USA od lat widoczny jest trend ku mniejszej inwazyjności procedur estetycznych. Rejestrowanych jest coraz więcej wysokiej jakości preparatów na bazie kwasu hialuronowego. Wypełniacze, obok toksyny botulinowej, stanowią w wielu przypadkach bardzo popularną alternatywę dla chirurgicznych zabiegów odmładzania twarzy.

Z danych Amerykańskiego Stowarzyszenia Estetycznej Chirurgii Plastycznej (The American Society for Aesthetic Plastic Surgery – ASAPS) wynika, że w 2016 roku w USA wykonano prawie 11,7 mln małoinwazyjnych procedur estetycznych, z czego około 2,5 mln to były iniekcje z wykorzystaniem wypełniaczy. Dla porównaniu w tym samym czasie wykonano w sumie trochę ponad 1,95 mln operacji chirurgii estetycznej.

Ustalmy czego unikać

Lekarze związani z Oddziałem Chirurgii Plastycznej University of Texas Southwestern Medical Center zwracają uwagę na to, że wraz ze wzrostem liczby procedur estetycznych rośnie też ryzyko błędów. Tym bardziej, że pojawiło się bardzo wielu tzw. „ekspertów”, którzy wykonując zabiegi i szkoląc w zakresie iniekcji stosują i rekomendują bardzo różne, czasami wykluczające się metody.

Łącząc ten bałagan z niekonsekwentnym szkoleniem lekarzy, czy bardzo zróżnicowanym poziomem umiejętności dr Jack F. Scheuer i jego zespół uznali, że pojawiła się potrzeba odróżnienia bezpiecznych praktyk od tych, które narażają pacjentów na ryzyko.

Przygotowali na ten temat pracę, która została opublikowana w naukowym czasopiśmie Stowarzyszenia Amerykańskich Chirurgów Plastycznych „Journal of Plastic and Reconstructive Surgery”. Opisali zasady bezpiecznego stosowania wypełniaczy. W tym celu określili 6 niebezpiecznych stref na twarzy.

Niebezpieczne strefy

Pierwszą wyróżnioną przez lekarzy niebezpieczną strefą są brwi i gładzizna. Zwracają oni uwagę, że w tej okolicy, w przypadku wewnątrznaczyniowego wstrzyknięcia preparatu, notowano groźne powikłania z utratą wzroku łącznie.

Ostrzegają też przed iniekcjami w okolicy skroniowej. Jak informują incydenty zatorowe zdarzają się, gdy materiał zostanie, poprzez przebiegającą tam tętnicę, doprowadzony do układu nadoczodołowego lub gdy zablokuje naczynie skroniowe. Powikłania w tej okolicy również mogą doprowadzić do ślepoty.

Strefa podoczodołowa, to kolejne delikatne miejsce, w którym lekarze radzą zachowanie szczególnej ostrożności. Zdecydowanie odradzają bezpośrednie, głębokie iniekcje.

Usta również nie należą do okolic zabiegowych pozbawionych ryzyka. Eksperci tłumaczą, że iniekcje w górną wargę powinny mieć głębokość mniejszą, niż 3 mm. Tętnica, którą trzeba ominąć przebiega zazwyczaj kilka milimetrów powyżej dolnego brzegu wargi. Wstrzyknięcie w nią kwasu hialuronowego może prowadzić do nieodwracalnej martwicy.

Wypełnienia fałdy nosowo-wargowej należą do stosunkowo bezpiecznych zabiegów. Jednak eksperci z USA zwracają uwagę, że w górnej części tętnica może przebiegać dosyć powierzchownie. Jak informują dotarli do opracowań, według których wstrzyknięcie kwasu hialuronowego w strefie fałdy nosowo-wargowej było drugim w kolejności najczęstszym zabiegiem prowadzącym do groźnego powikłania, jakim jest martwica. Zdarzały się też przypadki utraty wzroku.

Szóstą niebezpieczną strefą wyróżnioną w artykule przez zespół lekarzy związanych z Oddziałem Chirurgii Plastycznej University of Texas Southwestern Medical Center jest nos. Okazuje się, że iniekcje w tej okolicy w szeregu badaniach są wskazywane jako najczęstsza przyczyna martwicy tkanek. Lekarze przestrzegają m. in. przed powierzchownymi iniekcjami w okolicy czubka nosa lub w okolicy nasady skrzydełek. Mogą one prowadzić do uszkodzenia układu naczyniowego i tragicznej w skutkach martwicy czubka nosa lub jego skrzydełka.

Zdaniem amerykańskich ekspertów kluczowa dla bezpieczeństwa zabiegów z wypełniaczami jest gruntowna znajomość anatomii. Nie mniej ważna jest – według nich – zdolność lekarza do szybkiego rozpoznania zaistniałej komplikacji oraz podjęcia właściwych kroków zapobiegawczych.

W Polsce powstają standardy

W Polsce lekarze również dostrzegają problem braku standardów korzystania z wypełniaczy, który wpływa na jakość wykonywanych zabiegów. Między innymi dlatego Polskie Towarzystwo Medycyny Estetycznej i Anti-Aging (PTMEiAA) postanowiło opracować oficjalne rekomendacje dla popularnych zabiegów estetycznych.

Prezes PTMEiAA doktor Andrzej Ignaciuk w wywiadzie dla “Rynku estetycznego” podkreślał, że powstanie rekomendacji będzie ważne dla branży. – Standardy, nawet gdyby były dyskutowane, kontestowane, to staną się już pewnym istotnym punktem odniesienia – stwierdził.

We wrześniu 2017 r. doktor Krzysztof Kaczyński, członek Rady Programowej projektu stworzenia standardów dla medycyny estetycznej, realizowanego przez PTMEiAA poinformował nas, że rekomendacja dotycząca zabiegów z wypełniaczami jest już niemal gotowa. Czeka jeszcze na przeanalizowanie przez Radę Programową.

Jak tłumaczył nam Krzysztof Kaczyński rekomendacje opracowywane przez zespoły ekspertów, określają pewne ramy dla wykonujących zabiegi. Definiują np. kto powinien wykonywać daną procedurę (lekarz), jakie powinien mieć przygotowanie, jakie procedury z racji off label, wymagają rozszerzenia obowiązku informacyjnego wobec pacjenta. Rekomendacje będą zawierały też pewne podstawowe zalecenia, dotyczące np. obowiązku zebrania odpowiedniego wywiadu lekarskiego przed zabiegiem, prowadzenia dokumentacji, także zdjęciowej, czy informowania pacjenta o postępowaniu pozabiegowym.

Każda rekomendacja będzie konsultowana z Radą Programową projektu, w której zasiadają: prof. Romuald Olszański, prof. Zbigniew Rybak, prof. Halina Car, dr n.med. Ewa Skrzypek,  doktor Andrzej Ignaciuk, doktor Waldemar Jankowiak, doktor Piotr Sznelewski, doktor Krzysztof Kaczyński oraz prawnik, konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.

Źródło: rynekestetyczny.pl/Medscape.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przeczytaj poprzedni wpis:
Andrzej Ignaciuk: obalamy mity

Wydawać by się mogło - pisze doktor Andrzej Ignaciuk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej i Anti-Aginh - że w XXI wieku o medycynie estetycznej wiemy...

Zamknij